RSS
niedziela, 20 grudnia 2015

Wśród pismaków, lemingów*, pogrobowców starego reżimu i innej hołoty biegającej do Brukseli na skargę daje się ostatnio zauważyć tendencja do robienia z Naczelnika Państwa potwora. Przypisuje mu się najróżniejsze diaboliczne cechy, wznieca się w ludziach strach przed Nim i sieje panikę. Zgred zupełnie tego nie rozumie, bo Naczelnik Państwa bardzo ludzki człowiek. I skromny. Specjalnie nosi się jak urzędnik samorządowy niższego szczebla, jakby chciał rodakom powiedzieć „wójta się nie bójta”.

 

Jak trzeba, to i nad chudobą się pochyli, bo los zwierząt szczerze Go obchodzi,

 

i piwa się napije jak każdy z nas, zadając kłam twierdzeniom, że za zmieniającą się rzeczywistością nie nadąża,

 

i kawał pieprzny opowie, bo programy kabaretowe w TV jak każdy z nas śledzi,

 

a z dobrego żartu się uśmieje, bo poczucie humoru ma, i jak każdy z nas pośmiać się lubi,

 

o ile nad losem Rzeczypospolitej się nie zaduma, bo wtedy mu nie do śmiechu...

 

Ale niech premier czy inny prezydent przez swoją ślamazarność czy brak zrozumienia Jego intencji sprawi Mu zawód, albo ktoś zacznie się znów czepiać Jego SKOKów ulubionych,

 

oj, to potrafi tak po ludzku wpaść w złość!

 

Jak każdy z nas**.

___________________________________________________________

* o lemingach wpis z 21.01.2013.

** a wpis z 25.05.2015 wcale nie o NP!

piątek, 11 grudnia 2015

Zgred bardzo niechętnie odniesie się do aktualnych wydarzeń, bo coraz bardziej jest przekonany, że nadrzędnym kryterium oceny wszelkich aspektów rzeczywistości powinien być smak. A ów podpowiada mu, że świadek tego, co się dzieje w kraju nad Wisłą nie ma wyboru, może tylko

…wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo

Można też powtarzać: „A nie mówiłem?”, ale to dość jałowe.

Więc Zgred włączy się w ogólnonarodową dyskusję na swój własny sposób.

 

1. Każdy język ma słówka, których odpowiedników nie znajdzie się w innych językach, i których tłumaczenie wymaga użycia kilku, a w skrajnych przypadkach kilkunastu wyrazów. Na przykład w japońskim jest jedno słowo na zjawisko, które w polszczyźnie funkcjonuje w wierszyku „z tyłu liceum, z przodu muzeum”. A język niemiecki, znany z generowania niezwykłych niekiedy, ale udatnych słów złożonych,  ma urocze słowo Sitzfleisch, które oznacza coś, czego posiadanie jest człowiekowi absolutnie niezbędne do bycia naukowcem, osobliwie w naukach humanistycznych.

Słowo, które Zgredowi ostatnio często przychodzi do głowy, to „hucpa”. Pochodzi ono z języka aramejskiego (hūspā) i przywleczone zostało do Europy (a stamtąd też za Wielką Wodę) poprzez Yiddish,  w którym funkcjonuje (funkcjonowało?) jako khutspa. Słowo to, różnie w różnych miejscach na świecie zapisywane, oznacza, w wolnym, ale dość precyzyjnym tłumaczeniu „bezczelność taka, że opadają ręce”. 


2. Od pewnego czasu zewsząd słychać jazgot, że szykuje się zamach na konstytucję, która zostanie zmieniona w jakiś straszny sposób. Jazgoczący mądrale niech sobie przypomną, że mogli byli dawno przeforsować proste prawo, obowiązujące w krajach kręgu kulturowego racjonalniejszego niż nasz, mianowicie, że zmiana konstytucji może wejść w życie dopiero, jeśli przyklepie ją NASTĘPNY parlament. Proste? Genialne w swojej prostocie? Hamujące faszystowskie, dyktatorskie, totalitarne (niepotrzebne skreślić) zapędy?

Nie ma takiej możliwości, żeby zawodowi politycy w kraju nad Wisłą o tym prostym tricku nie wiedzieli. Jeżeli o nim się nawet nie zająknęli, widocznie było im to WYGODNE. Więc niech teraz nie jazgoczą, tylko wezmą na klatę skutki swojej głupoty.

 

3. Zgred języka angielskiego co prawda nie zna, ale intuicja mu mówi, że w inskrypcji poniżej może być zawarta jakaś myśl.


10:47, tobiasz2013
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 grudnia 2015

Od pewnego czasu nad gustami Polaków pracuje niejaki Springer Filip. Zręcznie używając ukochanego słowa wszystkich artystów, czyli przestrzeń, z pozycji kanapy  prawi on siermiężnemu naszemu narodowi, co jest w dobrym guście, a co nie. O dziwo, uprawiając ten swoisty terroryzm estetyczny, zastraszył już niemałą grupę kręcących się w taki czy inny sposób koło Sztuki osób.

Ostatnio wziął na celownik stajnię dla jednorożców w mieście Łodzi.

Zgred początkowo myślał, że  Arbiter Dobrego Gustu ma coś przeciw owym biednym zwierzętom (uraz z dzieciństwa?), albo wprost przeciwnie, chodzi mu o to, że przez swoją ażurowość narażałaby ona delikatne przecie stworzenia na przeciągi, przeziębienia i w konsekwencji wczesny zgon, ale nie, okazało się bowiem, że mamy tu do czynienia z wiatą tramwajową.


fot. Filip Springer

Okazało się, że Architektoniczny Wychowawca pochyla się nawet nad czymś z pozoru tak banalnym, jak tramwajowa wiata, która przez swoja secesyjną lekkość i barwność  jest dla dlań symbolem fatalnego gustu. Delikatne kolory albowiem zwalcza FS już dawna na przykładzie bloków malowanych na pastelowe barwy, co nazywa „pastelozą”.

Nie miejsce tu rozstrzygać, co jest w dobrym guście, a co w złym, ale Zgred docenia przynajmniej ową z góry skazaną na niepowodzenie, ale przecie podjętą próbę uczynienia blokowisk, ohydnych przecie z definicji, znośniejszymi dla oka.

FS wpisuje się w pewną tradycję, w której silne jednostki terroryzują całe rzesze ludzi, którzy nie są na tyle pewni swego artystycznego gustu, by mieć na każdy temat wyrobione własne zdanie. Zjawisko to częste jest w literaturze. Niemieckimi gustami przez dziesiątki lat zarządzał niejaki Reich-Ranicki, który namaszczał jednych, a strącał w niebyt innych pisarzy, na naszym podwórku odpowiednikiem był Henryk Bereza, a aktualnie jest niejaki Dunin-Wąsowicz.

FS aspiruje do tego, by zarządzać zbiorowym estetycznym smakiem w podobny sposób. Z elitami już mu wychodzi, ale gust masowy w naszym siermiężnym kraju trzyma się krzepko na swoim ustabilizowanym, niskim poziomie. I to nie tylko w kwestii muzycznej, czy pomnikowej, ale także politycznej, o czym świadczy oddanie kraju w ręce facetów, po których widać, że nie jest to „brabanckiej szlachty kwiat”, że są nasi,  nasi aż do bólu. Swojscy jak jasna cholera.

sobota, 28 listopada 2015

Zgred czasem cytuje ludzi, którzy jego zdaniem wyjątkowo przenikliwie widzą otaczającą nas rzeczywistość. A takim jest Ziemowit Szczerek.

[…] obawiałem się coraz bardziej, [że] Europa Środkowa zaczyna wracać tam, gdzie może być jej miejsce. Na Wschód. Do Europy Wschodniej. Bo, myślałem, trwa oto właśnie zrzucanie masek: Europa Środkowa udowadnia, że nie potrzebuje wcale tej liberalnej demokracji w zachodnim stylu, że świetnie się czuje w o wiele prostszym systemie. Że cały polityczny układ gwarantujący kontrolę władzy, ustawiający debatę publiczną tak, by była szukaniem konsensusu, a nie popisem sztuki zarządzania histerią, nie jest jej do niczego potrzebny. Że go niezbyt rozumie. Że chodzi nie o żadną demokrację, republikę, o zdystansowane spojrzenie na rzeczywistość - tylko o prostacką dyktaturę większości. System wyłączający, w ramach którego można maszerować ze wszystkimi i wyznawać wulgarnie uproszczoną wersję tego samego katechizmu albo być opluwanym popychadłem. Słowem - to dotychczasowi beneficjenci staną się pariasami. A pariasi – beneficjentami.

[…] Myślałem o tym, że na miejscu Putina oddałbym Kaczyńskiemu ten wrak. Odesłałbym i przypieczętował coś, co może się wydawać nieuniknione w dłuższej perspektywie: zbliżenie z tymi, którzy w gruncie rzeczy w bardzo podobny sposób widzą świat. Którzy widzą Europę jako zbiór uświęconych narracji narodowych, nawet jeśli się one wzajemnie wykluczają.



I uprawiają zbiorowe dziwienie się, że nie wszyscy patrzą na świat z perspektywy ich własnego kraju. Którzy chcą "odnowić zdemoralizowaną Europę" w równie subtelny sposób, w jaki w więzieniach się "reedukuje odmieńców" - przez gwałt. […] Przez próbę podmiany jej podstawowych wartości: republikańskości, otwartości, dystansu, odpowiedzialności, wznoszenia się ponad prostackie odruchy - na cały ten zwulgaryzowany bełkot, który wykrzywia patriotyzm w nacjonalizm, a moralność w buraczany zamordyzm.

Więc tak, myślałem, a deszcz zacinał jak cholera, na miejscu Putina oddałbym im ten wrak. 
Keep calm and divide Europe, przecież to jest to, co robi Rosja. I cieszy się ze zwycięstwa PiS jak diabli, bo nie mogło jej się trafić nic lepszego niż pęknięcie najsłabszego z kręgów tego europejskiego kręgosłupa na linii Wschód - Zachód: Polski.

 

Podróż Szczerka przez Europę.Powrót do Mordoru drogą przez czarny Majdan.

Tagi: Polska putin UE
14:01, tobiasz2013
Link Komentarze (3) »
sobota, 21 listopada 2015

Drogi Czytelniku/Droga Czytelniczko (o ile jeszcze istniejecie)!

Zgreda nie było i nie było i nie było, bo miał dużo zajęć, m.in. ostatnio poddał się dobrowolnej relokacji i zamieszkał na wsi. Ze wsi ostrzej widać, ma nadzieję. Więc może to i owo jeszcze skomentuje?

1. Jak PT Czytelnicy może pamiętają, Zgred zbiera dowody na obłąkanie ludzkości, chociaż widać je jak na dłoni i żadne dowody nie są już od dawna potrzebne. Ale niektóre przejawy wciąż prawdziwego kolekcjonera zachwycają. Na przykład ten:


Out of Order - Damaged in Italy

Available today: Out of Order - Damaged in Italy watches!

The name itself only gives a first impression of these ‘rat look' watches. This is the first watch brand in the world with new watches born already aged. Experience the ultimate balance between maximum destruction on the outside with a powerful movement on the inside. A perfect match to your classy ripped jeans!

 

2. W związku z tym, że Zgred zaposiadł country residence, zaposiadł też wszelkie przyległości, a właściwie dobrodziejstwo inwentarza np. w postaci myszy w domu. Zgred przeciwko myszom nic nie ma, ba, uważa, że z biedniejszymi trzeba się dzielić, ale silnie przeciw szelestom w nocy i widocznym w kuchni mysim bobkom zaprotestowała M-lle, żywiąca właściwy swojej płci, atawistyczny lęk przed myszami. Tak więc dla świętego spokoju Zgred postanowił coś z tym zrobić.

Swego czasu, jeszcze za czasów miejskich, w mieszkaniu Zgreda zalęgły sie owe sympatyczne gryzonie, które Zgred eksterminował za pomocą śmiercionośnego urządzenia zwanego, nie wiedzieć czemu, łapką na myszy. Ponieważ moralny kac z tego powodu do dziś mu nie minął, tym razem postanowił załatwić sprawę w pewnym sensie polubownie. 

Do tego celu używa zmyślnego urządzenia zwanego słusznie żywołapką, a schwytane myszki RELOKUJE, tzn. wywozi daleko i daje im szanse na rozpoczęcie nowego życia. Ktoś może słusznie zarzucić Zgredowi, że może one wcale nie chcą rozpoczynać nowego życia, że w rezydencji Zgreda im dobrze, że pokusa, żeby zniknąć i zacząć wszystko od nowa jest czysto ludzka, ale ze względu na fobię M-lle w zasadzie alternatywy nie ma. 

Myszka Jola w oczekiwaniu na relokację

 

sobota, 04 lipca 2015

Ciekawe tzw. "komentarze internautów" pod artykułem w Onecie o masowo umierających w Angoli dzieciach. Komentarze te zdaniem Zgreda wpisują się nieźle w jego próby przedstawienia złożoności świata, ludzkiej kondycji i mądrości gatunku homo sapiens.

Tym razem obejdzie się bez ilustracji.

~amerol: 

Pracuję z Portugalem, który musiał uciekać z Angoli. Jego rodzice mieli majątek. Chłopi pracowali na ich ziemi ale mieli co jeść i gdzie mieszkać. Była szkoła prowadzona przez misjonarzy i dostępny lekarz (leczyli się też u szamana). Rewolucja wyłoniła [chyba wygoniła?] Portugalczyków, zabrała też domy i pracę czarnym. Ziemia rozparcelowana, ale maszyny zostały zniszczone albo rozkradzione. Wysoko wydajnej produkcji nie da rady utrzymać przy pomocy sochy. Rewolucyjne władze pozabijały wszystkich lokalnych przywódców czarnej społeczności, którzy chcieli współpracy z białymi.

~jerry do ~amerol:

Taka sama sytuacja jak w RPA, kedyś kraina mlekiem i miodem płynąca w tym również dla rdzennych mieszkańców, którzy mieli pracę. Jednak po przewrocie Mandeli wszystko zostało zniszczone zdewastowane i rozkradzione. Teraz za to jest równość... równa bieda i głód dla wszystkich. Biali żyją za murami strzeżeni przez firmy ochronne [zapewne ochroniarskie], a czarni żyją w slumsach, w które zamieniono centra finansowe w Johanesburgu i Pretorii.

~marzan:

Sytuacja w Angoli i krajach podobnych jest taka jak u nas - tylko jakiś czas temu. Słabe jednostki wymierają w dzieciństwie, za to potem trudno takiego, co się przez sito przepchnął, i kłonicą utłuc. Selekcja naturalna. Zachód z jego selekcją nienaturalną wcześniej czy później pełen będzie chorych ludzi, sztucznie przez medyków podtrzymywanych przy życiu - chyba że medycyna aż tak daleko się posunie, że i zrodzonego jako słabeusza uczyni mocarzem, niepodatnym na choroby. Pewnie to nastąpi, ale... Kto tę naturę wie, jakie niespodzianki szykuje dla naszego czasami zbyt aroganckiego gatunku. No a wracając do wymierających w Afryce dzieci - prawdziwy dramat tego kontynentu nie na tym polega. On polega na czymś dokładnie odwrotnym - że się tych dzieci rodzi i przeżywa o wiele, wiele za dużo jak na ekosystem Afryki. Jeśli dziś angolska służba zdrowia ma leczyć po 6 dzieci w rodzinie, to ledwie dyszy. Gdyby leczyła tylko (albo aż) po 3, to by miała na to więcej kasy i mniej by pacjentów umierało. Prosta matematyka, ale widać za trudna dla miłośników płodzenia niczym królik.


Tagi: Angola
15:45, tobiasz2013
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 czerwca 2015

Czy Andrzej Stasiuk przejdzie do historii literatury polskiej? Zgred wie, że „Nike” itd., ale fakt, że znaczna część nazwisk na liście laureatów literackiego Nobla nic nikomu dziś nie powie, kwestionuje jakąkolwiek literacką nagrodę jako kryterium przyszłej pamięci o pisarzu. Jeżeli o Stasiuku będzie się pamiętać, to nie ze względu na oryginalność stylu, bo ten zdradza oczywiste inspiracje (choćby Brunonem S), ale ze względu na tematykę. Z wrodzonej, jak podejrzewa Zgred, przekory patrzy Stasiuk na Wschód, podczas gdy reszta Polski, z zapałem ten Wschód w sobie tłumiąc, zapatrzona jest na Zachód. Stasiuka inspiruje wyłącznie „rozkoszny pierdolnik Wschodu”, a kiedy raz usiłował opisać swój pobyt w higienicznych Niemczech, z totalnego braku inspiracji wysechł na wiór i musiał nieustannie zwilżać organizm „Jimem Beamem”. Stasiuk naprawdę mocny jest tylko wtedy, gdy uprawia tę swoją koproliteraturę, i wtedy, gdy udziela wywiadów. Zgred nie rozumie, dlaczego nie daje się nagród za mądre wypowiedzi, skoro nieustannie biadoli się o deficycie autorytetów – czytaj ludzi, którzy potrafią swój mądry ogląd rzeczywistości przekazać innym i dać im do myślenia. Zgred nałogowo czyta wywiady i ich słucha, a zaprawdę powiada Wam, PT Czytelnicy, że Stasiuk mówi wyjątkowo smacznie i wśród „wywiadowanych” jest specjalistą jednym z największych. Refleksje nad początkiem, śmiercią i tym, co pomiędzy przychodzą mu zupełnie naturalnie.

Pisarz zadumany

Prawdziwą gratką dla takich jak Zgred jest wywiad-rzeka ze Pisarzem autorstwa Doroty Wodeckiej pt. „Życie to jednak strata jest”. Zgred ma tam swoje ulubione cytaty i nie zawaha się ich użyć: 

Możemy nie dać rady Państwu Islamskiemu, jeśli nie zbudujemy równie mocnych jak ono podstaw konstrukcji społecznej. I być może nie damy mu rady, bo nieco nam się wymknęły nasze fundamenty i osadzamy je na śmiesznych wartościach. […] Tu o najzwyklejszy egoizm idzie. […]. O „Daj mi zarabiać i kupować i odpierdol się ode mnie”. Oczywiście bardzo trywializuję, ale wspierając się jedynie na kulcie dobrobytu i świętego spokoju, nie zatrzymamy fundamentalistycznego islamu. Każdy chce mieć nowego iPhone’a, ale nikt nie pójdzie za iPhone’a umierać. To jest sprzeczność: chcemy mieć to, co chcemy, ale nie damy się za to zabić, bo to w istocie jest gówno warte.[…] Podejrzewam, że jesteśmy bezbronni. Irak, Afganistan, klęska za klęską. Mamy porządne samoloty i czołgi, ale nie mamy idei. W starciach z ideami przegrywamy. Być może nasze idee są niewiele warte dla innych. Biorą od nas technologie, broń, ale nie idee. Mają swoje, które bojowo lepiej ich wyposażają. […] Demokracja jest fajna, pod warunkiem, że wszyscy ją akceptują. Bo jak nie, to co? Na bagnetach ją zaniesiemy? Demokracja skazuje nas na defensywę. A defensywa nie dodaje sił. Przecież Europa, Zachód spełniały się w ekspansji. Wtedy były żywotne. A tu oburzenie społeczne się wzmaga, gdy drożeją iPhone’y i kredyty, albo państwo gmera przy swobodach internetowych. Tymczasem zanosi się na prawdziwą wojnę. […] Tylko ich wojna będzie religijna. A nasza? O przetrwanie? O zachowanie tego, co mamy? A co my mamy poza pragnieniem wygodnego życia i wzrostem PKB?

To na początek. Ciąg dalszy tego optymizmu nastąpi.

18:20, tobiasz2013
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 czerwca 2015

Kiedyś sprawa była prosta: lokal uczęszczany przez hipsterów (i serwujący na ogół wymyślne dania z dużą ilością zielonego) rozpoznawało się po obecności skrzynek po jabłkach funkcjonujących jako część umeblowania:


Takie skrzynki to bardzo fajna rzecz, można z nich nawet cały pawilon na EXPO zrobić:


Ale nie o tym chciałem. Niekiedy zamiast skrzynek w lokalach uczęszczanych przez hipsterów (i serwujących na ogół wymyślne dania z dużą ilością zielonego) eksponowane były tzw. europalety.


Niekiedy elementy te łączono zresztą w różnych konfiguracjach.


Wszystko to wydaje się już jednak nieco passé. Skrzynki i europalety powoli znikają, w lokalach uczęszczanych przez hipsterów (a serwujących na ogół wymyślne dania z dużą ilością zielonego) pokutują jeszcze stoliki wykonane z wielkich szpul po grubych kablach,


ale i one powoli odchodzą do historii. Jak więc odróżnić lokal dla hipsterów, serwujący na ogół wymyślne dania z dużą ilością zielonego, od lokali dla nie-hipsterów? Otóż, Czytelniku drogi, po sprzedawanych tam napojach, a właściwie po jednym, który niepodzielnie tam króluje: to tak zwana (przez Zgreda) Frycówka, łatwo rozpoznawalna po wyjątkowo paskudnym logo:


Jest to napój bynajmniej nie nowy, bo podobne produkowano już w okresie międzywojennym; ich powstanie łączy się z szybkim rozwojem przemysłu chemicznego, który po produkcji fosgenu i zwykłego chloru na potrzeby I wojny światowej musiał przestawić się na produkcję pokojową. Recepta owych napojów była prosta i polegała na połączeniu produkowanego w zakładach chemicznych proszku (o niejasnym składzie, ale na pewno jest tam dużo E) z wodą. 

Czytelnicy (i widzowie) Blaszanego bębenka pamiętają zapewne niezwykle erotyczne sceny z udziałem takiego proszku rozpuszczanego w ślinie?


Zgred sam pamięta z dzieciństwa ów niezwykły efekt lemoniadowego czy oranżadowego proszku, musującego w zetknięciu z plwociną, aczkolwiek z czasów znacznie późniejszych. 

Tak więc figurujący na etykiecie bliscy przyjaciele z Hamburga nie wymyślili niczego nowego, poza owym paskudnym znakiem towarowym


i idealnie wpisali się w swój czas. Jeżeli ktoś kiedyś będzie pisał Historię hucpy, może opisze, jak dzielni przyjaciele z Hansastadt Hamburg, wykorzystując silną społeczną potrzebę demonstrowania tolerancji wobec wszelkiej odmienności, a zarazem protestu wobec dobrze znanego produktu pitnego zza Oceanu reklamującego się ostrą czerwienią, wylansowali swój ulepek, zaczynając skromnie,


i dochodząc do niezłych wyników  w dobrym, kapitalistycznym stylu:


Owa para bliskich przyjaciół zaczęła od pojedynczego napoju,


Który, o dziwo, chwycił. Rozszerzyła repertuar,


I znowu chwyciło! Poszli więc szeroko:


Nie jest to bynajmniej pierwsza próba przełamania prymatu owego reklamowanego przez św. Mikołaja napoju zza Oceanu (i jego pozornej konkurentki) - swego czasu lokalni socjologowie ukuli nawet termin "pokolenie Frugo", bo jakoby raczenie się owym dziwnym napitkem o różnych, na ogół niespotykanych w przyrodzie barwach było wyróżnikiem całej generacji - i zapewne próba nie ostatnia.

Więc jeżeli Cię, Czytelniku, dziwi, że opłaca się sprowadzać z Niemiec do Polski Frycówkę, zamiast wykorzystać identyczne i z pewnością tańsze napoje produkowane w Szczebrzeszynie, Trzemesznie, lub Ostrzeszowie, to niczego nie zrozumiałeś. A już na pewno nie pojąłeś ducha czasu.

poniedziałek, 25 maja 2015

Czy zdarzyło Ci się, PT Czytelniku, że prześladowała Cię jakaś piosenka, jakaś melodia, katował Cię jakiś utwór w sposób tak uporczywy, że pomału zacząłeś odchodzić od zmysłów, że natręctwo zaczynało przybierać formy groźne? Otóż Zgredowi się przydarzyło, i być może w złudnej nadziei, że się odczepi, dzieli się tym czymś, co od pewnego czasu go tak bardzo męczy, z Czytelnikami. Całego tekstu nie pamięta, ale osobliwie dręczy go ten oto kawałek:

Gdy życie zdarło z faceta już maskę,
Gdy mu fasada rozwala się z trzaskiem,
Gdy zza niej wyjrzy jak dupa z pokrzywy
Pysk zły i obrzydliwy i pryśnie cały blef -
O, wtedy chociaż się pragniesz powściągać
Nie nasobaczyć i nie naurągać,
Choć inwektywą żywą nie chcesz chlustać
To same twe usta wykrzykną tobie wbrew…

To oczywiście klasyk, wieszcz z ciemnych czasów komunizmu, no, może nie wieszcz, a wieszczyk zaledwie, bo skromny bardzo, kulturalny i delikatny, a przecie nad podziw przenikliwy...


Tagi: maska
00:10, tobiasz2013
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 maja 2015

(…) pogoń za nieśmiertelnością i wieczną młodością to coś, co dzieje się na naszych oczach. Ludzie nie tylko żyją dłużej, lecz także usiłują przedłużyć pewne etapy życia. Nie chcemy przestać być dziećmi, nie chcemy przestać być nastolatkami, trzymamy się kurczowo młodości. Dziś dzieciństwo trwa do 16. roku życia, w czasach Dickensa skończyłoby się na dziewiątym. (…) Dlaczego najdłużej, jak można, uciekamy od odpowiedzialności? Dlaczego udajemy, że jesteśmy nastolatkami? 30-letni faceci mieszkają z mamą, ich rówieśniczki kupują ubrania w sklepach dla młodzieży. Nie akceptujemy tego, że młodość się kończy, że wchodzimy w wiek średni. Ludzie starsi, 60- i 70-letni jak najdłużej z kolei chcą być aktywni i wcale nie zamierzają niańczyć wnuków. Mówią dzieciom: „Hola, wreszcie zamierzam pożyć dla siebie”. (…) Jeszcze do niedawna, jeśli 24-letnia dziewczyna nie wyszła za mąż, coś z nią było nie tak. Dziś mamy pokolenie 30-latek, które nawet nie myślą o małżeństwie, a co dopiero o dzieciach. I to jest coraz powszechniejszy trend. Jesteśmy coraz bardziej wybredni albo coraz ostrożniejsi, cały czas myślimy, czy to aby na pewno właściwa osoba, czy to z nim czy z nią chcę mieć dzieci.

A dalej:

Cóż, ja staram się nad człowiekiem pochylać. Bo ludzie są zasadniczo słabi i należy im współczuć. I nie oceniam ich za to, że są religijni – czasem nie mają niczego innego, znikąd nadziei, żadnej ochrony. Zakładają ten krzyżyk na szyję i idą w niedzielę do kościoła, myśląc, że dzięki temu w przyszłym życiu spotkają się z ukochanymi rodzicami. Wiara daje im poczucie sensu, gdy nagle go tracą – kiedy zostaną zwolnieni albo odejdą na emeryturę i wszystko, czym wcześniej żyli, się kończy. Większość ludzi nie analizuje przesadnie tego, co ich spotyka, tylko po prostu płynie. Czuje, nie myśli. (…) Kościół i religia to bardzo ważne instytucje społeczne, które sprzedają psychoterapię w zamian za posłuszeństwo. Ostatecznie lepsze to niż chaos i anarchia. Pozwólmy więc leniwym, głupim i przerażonym szukać ukojenia w religii.

Wynurzenia te dały Zgredowi sporo do myślenia, może go wręcz zadziwiły. Może nie ze względu na treść, bo nie są to rzeczy strasznie odkrywcze, ale ze wzglądu na wywiadowanego (jak się ostatnio mawia) autora – rosyjskiego pisarza specjalizującego się w fantastyce naukowej. Przypuszczalnie Zgred ma wdrukowany pewien obraz Ruskiego, do którego tego typu refleksje słabo pasują.



Chociaż mógłby się domyślić, że nawet kilkadziesiąt lat radzieckiego ustroju nie mogły zniszczyć dorobku dawnej inteligenckiej kultury tego kraju.

A może to nieufność w stosunku do uprawianego przez autora literackiego rodzaju, który Zgred zawsze uważał za trzeciorzędny, a nawet podejrzany?

Podejrzany, bo pokazał już swoją destrukcyjną siłę – vide L. Ron Hubbard,

L. Ron Hubbard

któremu udało się zredukować o połowę inteligencję tysięcy skądinąd normalnych ludzi.

niektórych zresztą całkiem sympatycznych

12:36, tobiasz2013
Link Dodaj komentarz »
Tagi