RSS
wtorek, 16 lutego 2016

Napisał o Puszczy Białowieszczańskiej Maciej Jarkowiec (GW 16.01):

[…] Jan Szyszko 2,5 roku temu w Sejmie: – W puszczy leżą 2 mln m sześc. drewna, które gnije, a ludzie nie mają czym palić. Kilka miesięcy temu poseł PiS Jarosław Zieliński wyliczył: "Problem ten przynosi roczne straty z powodu zaniechań w pozyskiwaniu i sprzedaży drewna w wysokości 500-700 mln zł."
Na spotkaniach o Puszczy Szyszce często towarzyszy Tomasz Duszkiewicz, kapelan myśliwych diecezji drohiczyńskiej. Przy jednej z okazji wywodził: "Według Pisma człowiek jest najważniejszy, a wszystko, co go otacza, powinno mu służyć. Według pseudoekologów ważniejszy jest ptaszek, kornik i żubr."
Szyszko jest też blisko związany ze Stowarzyszeniem Santa z Hajnówki. Najbarwniejszą postacią jest tam Leon Chlabicz, kierownik zbiornika wodnego Siemianówka. W sali pełnej leśników w mundurach dowodził, że "dęby i jesiony zaczęły umierać, bo utraciły cel życia, gdyż Stwórca stworzył je, żeby je wycinać". Przekonywał, że za śmierć puszczy odpowiadają Żydzi, "ludzie wyobcowani, których genetyka została ukierunkowana na tworzenie sztucznego świata". A koncepcja rezerwatu, według Chlabicza, już dawno poniosła klęskę, czego dowodem mają być rezerwaty Indian w USA. Leśnicy nagradzali go oklaskami
.


Zgred w Puszczy Białowieszczańskiej co prawda nigdy nie był, więc pewnie nie powinien się wtrącać, ale coś mu mówi, że chryja wokół niej to sprawa o wymiarze kulturowym. Że w tym konflikcie tak naprawdę chodzi o dwie Polski. Jak zwykle zresztą.

Rzekła Krystyna Janda: (natemat.pl):

Płacę co miesiąc podatki, gubię czapki, gram, czytam, spotykam się z wieloma ludźmi, podejmuję decyzje, martwię się i cieszę, staram się uspokajać nerwy i być obiektywna. Ale co rano budzę się z uczuciem, że spotkało mnie jakieś nieszczęście, a potem przypominam sobie – a, to tylko Polska.

Zgred kocha ten kraj tak, jak rodzice kochają ułomne dziecko, boć to kraj specjalnej troski. Ale czasem ma już dosyć. Trochę już go męczy bycie nieustannym marginesem, i mimo, że przebywa w środowisku sobie podobnych, to przecie złudzeń nie ma: procent, który wraz z nimi stanowi, jest wielkością,  jak to mówią matematycy, „zaniedbywalnie małą”. I myśli sobie, że gdyby w Europie (najchętniej gdzieś w Śródziemnomorzu) powstała gdzieś druga Polska, malutka republika ludzi oświeconych, racjonalnych, otwartych, tolerancyjnych, nie wadzących przyrodzie i ogólnie sympatycznych, w której człowiek miałby gwarancję, że nie spotka Jana Szyszko, Tomasza Duszkiewicza, Leona Chlabicza i wszystkich pozostałych, którzy wszak stanowią „sól tej ziemi”, to by rzucił wszystko, natychmiast tam wyemigrował i chętnie klepałby tam biedę. Byle nie budzić się co rano z uczuciem, że spotkało go jakieś nieszczęście.

sobota, 13 lutego 2016

Zgred trafił onegdaj na interesującą wypowiedź niejakiego Slavoja Žižka, słoweńskiego mądrali, który od lat tłumaczy świat niedobrym zachodnim kapitalistom i ostrzega ich przed samozadowoleniem. Bywa wysoce irytujący, ale na ogół diagnozuje zjawiska bardzo celnie.


Tu polemizuje akurat z poglądami Alaina Badiou, a komentarz dotyczy niedawnych porzypadków molestowania* kobiet w Niemczech przez imigrantów i uchodźców

 

[…] ich pragnienie nie jest rewolucyjne, to pragnienie zostawienia za sobą swojej zrujnowanej ojczyzny i dotarcia do ziemi obiecanej na cywilizowanym Zachodzie. (Ci, którzy pozostają w ojczyźnie, starają się odtworzyć nędzne kopie zachodniego dobrobytu, takie jak „unowocześnione” dzielnice każdej trzecioświatowej metropolii, w Luandzie, Lagos itd. z kawiarenkami sprzedającymi cappuccino, centrami handlowymi itp.).

 

Jednak skoro w przypadku znacznej większości pretendentów to pragnienie nie może zostać zaspokojone, pozostaje im, jako jedna z opcji, zwrot nihilistyczny: frustracja i zawiść przybierają radykalną postać w morderczej i (auto)destrukcyjnej nienawiści do Zachodu, a oni angażują się w brutalną zemstę. Badiou nazywa tę przemoc czystą ekspresją popędu śmierci, przemocą, której kulminację stanowić może tylko akt orgiastycznej (samo)zagłady, bez jakichkolwiek pomysłów na alternatywne społeczeństwo.

 

[…] Podstawową cechą fundamentalistycznego faszyzmu jest zawiść. Fundamentalizm wyrasta z pragnienia Zachodu przy jednoczesnej nienawiści do tegoż Zachodu. Mamy tu do czynienia z opisanym przez psychoanalizę typowym przeobrażeniem wściekłego pragnienia w agresję, a Islam dostarcza gruntu pod tę (auto)destrukcyjną nienawiść.



 

Taka faszyzacja może przyciągać uwagę młodych, sfrustrowanych imigrantów, niemogących odnaleźć swojego miejsca w zachodnich społeczeństwach czy perspektyw, z którymi mogliby się utożsamić – oferuje im łatwe wyjście z frustracji: pełne przygód życie na krawędzi przebrane w szaty religijnego poświęcenia, do tego zaspokojenie materialnych potrzeb (seks, samochody, broń…). Nie wolno zapominać, że Państwo Islamskie to również wielka struktura mafijna handlująca ropą, starożytnymi posągami, bawełną, bronią i niewolnicami, „mieszanka oferty bohaterskiej śmierci i zachodniego konsumpcyjnego zepsucia”.

 

[…] Popularne jest twierdzenie, że agresywni uchodźcy reprezentują mniejszość, a znaczna większość bardzo szanuje kobiety… Choć to oczywiście prawda, powinniśmy przyjrzeć się bliżej strukturze tego szacunku: jakie kobiety są „szanowane” i czego się od nich wymaga? Co jeśli kobietę „szanuje się” tam dopóty (i tylko dopóty), dopóki pasuje do ideału potulnej służącej, wiernie spełniającej swoje domowe obowiązki, a jej mąż ma prawo wybuchnąć gniewem, gdy ona zarazi się „wirusem” niezależności?

  

Nasze media zazwyczaj rysują podział na „cywilizowanych” uchodźców z klasy średniej i „barbarzyńskie” niższe klasy, które kradną, dręczą naszych obywateli, zachowują się agresywnie wobec kobiet, defekują w miejscach publicznych… Zamiast odrzucać ten obraz jako rasistowską propagandę, powinniśmy zebrać się na odwagę, by odkryć w nim okruch prawdy: brutalność czy wręcz okrucieństwo wobec słabszych, zwierząt, kobiet itp. to przecież tradycyjna cecha „niższych klas”; jedną z ich strategii oporu wobec możnych zawsze był pokaz brutalności nakierowanej na zakłócenie mieszczańskiego poczucia przyzwoitości.

 

[…] To nie był zwykły upust żądzy seksualnie wygłodniałych młodych mężczyzn – to dałoby się załatwić w bardziej dyskretny sposób – to publiczny pokaz strachu i upokorzenia, poddania uprzywilejowanych Niemców bolesnej bezradności.

 

 

[…] Dlatego też naiwne próby oświecenia imigrantów (wytłumaczenia im, że nasze seksualne obyczaje się różnią, że w przestrzeni publicznej uśmiechnięta kobieta w mini spódniczce nie wysyła automatycznie zaproszenia do seksu itd.) to przykłady zapierającej dech w piersiach głupoty – oni to wiedzą i właśnie dlatego to robią. Są w pełni świadomi, że to, co robią, jest sprzeczne z dominującą u nas kulturą, a robią to właśnie dlatego, by zranić naszą wrażliwość. Nasze zadanie polega na tym, by zmienić tę postawę zazdrości i mściwej agresji, a nie uczyć ich czegoś, co już dobrze wiedzą.

------------------------------------------------------------------------------------------

*Zgred z niechęcią i wbrew sobie używa tu tego dziwolągu językowego, zaszczepionego na współczesnej polszczyźnie przez fascynatów języka angielskiego, z powodu słabego wykształcenia nieświadomych, że słowo od dawna jest  mowie naszej znane - tyle, że znaczy coś innego. Niestety, w swym pierwotnym znaczeniu skazane jest na uwiędnięcie i wkrótce odpadnie.

piątek, 05 lutego 2016

Do chóru Polaków biadolących po szkodzie dołączył się Jacek Rakowiecki, swego czasu istotna postać w czasach powstawania w Polsce wolnej prasy.

Pamiętam, jak już w drugiej połowie lat 90. […] koledzy z tej prasy politycznej, opiniotwórczej w ogóle nie interesowali się tym, że w 1999 roku miażdżącą większość sprzedawanej w Polsce prasy stanowiła już tzw. kolorówka, a nie „Wyborcza” czy „Rzeczpospolita”. Nikt się w tych „poważnych” redakcjach nie interesował tym, co czyta 90 procent odbiorców, ten świat dla nich nie istniał, choć bez niego trudno było uzyskać pełny obraz polskich mediów, a co za tym idzie – również społeczeństwa. […]

Tzw. poważne media bardzo długo nie zawracały sobie głowy tym segmentem rynku, a gdy już spróbowały na niego wejść, trochę na siłę, był już zajęty. Dlatego skutek był marny. Uważam, że gdyby w odpowiednim czasie, czyli w połowie lat 90., zaczęto budować również jakościową prasę kolorową, mogłoby to inaczej wyglądać. Wielu ludzi poszło do „kolorówki”, bo nie chciało czytać wyłącznie o polityce i gospodarce, ale również o trudnych, bolących sprawach społecznych czy nawet o tzw. urodzie życia. A taką ofertę dostali tylko od marnych kopii marnych pism zachodnich.[...]


Leszek Balcerowicz […] stając się symbolem przemian w Polsce po '89 roku, ważniejszym nawet niż Lech Wałęsa czy Tadeusz Mazowiecki, stał się paradoksalnie takim antysymbolem wykluczonych, których reprezentował Andrzej Lepper. Tylko my wówczas widzieliśmy wyłącznie Leppera, nie widzieliśmy wykluczonych. W związku z tym obrona Balcerowicza była absolutnie nadrzędną wartością. Ze wszystkim innym można było iść na kompromis. Z tym nie. I nie chodziło tylko o obronę Leszka Balcerowicza jako partyjnego lidera, polityka i ministra, ale o obronę pewnej wizji, która sprowadzała się do głębokiej wiary w to, że każdy jest kowalem własnego losu. I ponieważ na naszym przykładzie to się sprawdzało – bo myśmy swój los wykuli, jesteśmy dobrze sytuowani, poważani, profesjonalni, w zasadzie tacy, jak na Zachodzie (tylko, cholera, oni tam jeszcze więcej od nas zarabiają) – to sądziliśmy, że to się powinno również w przypadku innych. W tym była taka upiorna pułapka, że my, broniąc Balcerowicza, broniliśmy całej filozofii, jak się wnet okazało, dziewiętnastowiecznego kapitalizmu.

[...] My naprawdę w te idee głęboko wierzyliśmy, co oczywiście może świadczyć o nas jeszcze gorzej, bo to znaczy, że dodatkowo byliśmy jeszcze idiotami. 

(wywiad: Krytyka Polityczna)

 

Zgred doskonale pamięta te czasy, i pamięta, że nie mógł się nadziwić, że tak ochoczo w tej Polszcze leziemy w szkodę. Ukuł wtedy określenie "kapitalizm wulgarny"; do dziś uważa, że było trafne. Zawsze wychodzi na jego, tak już ma.

czwartek, 21 stycznia 2016

Że Mleczko Andrzej dobrym rysownikiem jest, co do tego panuje, jak to się ostatnio mówi, konsensus. Zgred uważa, że rysownikiem jest wielkim. Co po raz kolejny udowodnił w ostatniej "Polityce", zamieszczajac taki oto obrazek:

Co zachwyciło Zgreda tym razem, to maestria, z jaką Pan Andrzej potrafi oddać niełatwy, przyznacie, motyw: kota. Jak wszyscy wiedzą, koty mają nad wyraz silną osobowość. I tylko wielki rysownik potrafi ją wiernie oddać. Oto rzeczony kot w powiększeniu:

Widzicie to, prawda?

11:38, tobiasz2013
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 stycznia 2016

Coby nie zniechęcić tych kilku osób, które ten blog czytają, w oczekiwaniu na coś bardziej pożywnego, kilka interesujących (dla Zgreda) cytatów:

1.

Chopin był Polakiem.
- Żartujesz?
- Maria Curie też. Z domu Skłodowska.
- No co ty!


Wszyscy porządni znani Polacy byli albo na spółkę z inną nacją, albo się przekabacili i podmienili sobie tożsamość na gładszą, lepszą, zagraniczną. Ciężko być Polakiem sauté. Za granicą polskość zrzucało się jak przyciasny płaszcz, zzuwało jak znoszone kapcie. Polak, znaczy się papież i "Solidarność" oraz że pije. Wódkę pije, bo ciężko mu być sobą na trzeźwo, a jak pije wódkę, to przeklina polską skórę, w której żyje, polskie szare niebo, polskie pola, gdzie dzięcielina pała na Litwie, ojczyźnie mojej.

(Małgorzata Rejmer, My z wyspy Europa)

2. 

Radio Maryja i Telewizja Trwam stają się o niebo (albo o dwa) bardziej niezależne od Polskiego Radia i Telewizji Publicznej.

Jeśli Ojciec Rydzyk obrazi się na Jarosława Kaczyńskiego, to Jarosław Kaczyński może skoczyć mu na habit, albo zmienić ustawę. Ale odwołać go nie może. Szefów mediów publicznych od tej pory nic nie chroni. Podlegają władzy tak jak urzędnicy w Rosji ze wszystkimi tego konsekwencjami dla pluralizmu, wolności słowa i kultury politycznej.

(Sławomir Sierakowski, wywiad)

3.

Tytuł wiadomości z Onetu:

"Szpilka do chwili nokautu spisywał się świetnie".

 

PS: a coś, co możnaby uznać za nekrolog Davida Bowie Zgred zamieścił tu już 16 maja 2013. Vide tag "david_bowie" obok.

niedziela, 20 grudnia 2015

Wśród pismaków, lemingów*, pogrobowców starego reżimu i innej hołoty biegającej do Brukseli na skargę daje się ostatnio zauważyć tendencja do robienia z Naczelnika Państwa potwora. Przypisuje mu się najróżniejsze diaboliczne cechy, wznieca się w ludziach strach przed Nim i sieje panikę. Zgred zupełnie tego nie rozumie, bo Naczelnik Państwa bardzo ludzki człowiek. I skromny. Specjalnie nosi się jak urzędnik samorządowy niższego szczebla, jakby chciał rodakom powiedzieć „wójta się nie bójta”.

 

Jak trzeba, to i nad chudobą się pochyli, bo los zwierząt szczerze Go obchodzi,

 

i piwa się napije jak każdy z nas, zadając kłam twierdzeniom, że za zmieniającą się rzeczywistością nie nadąża,

 

i kawał pieprzny opowie, bo programy kabaretowe w TV jak każdy z nas śledzi,

 

a z dobrego żartu się uśmieje, bo poczucie humoru ma, i jak każdy z nas pośmiać się lubi,

 

o ile nad losem Rzeczypospolitej się nie zaduma, bo wtedy mu nie do śmiechu...

 

Ale niech premier czy inny prezydent przez swoją ślamazarność czy brak zrozumienia Jego intencji sprawi Mu zawód, albo ktoś zacznie się znów czepiać Jego SKOKów ulubionych,

 

oj, to potrafi tak po ludzku wpaść w złość!

 

Jak każdy z nas**.

___________________________________________________________

* o lemingach wpis z 21.01.2013.

** a wpis z 25.05.2015 wcale nie o NP!

piątek, 11 grudnia 2015

Zgred bardzo niechętnie odniesie się do aktualnych wydarzeń, bo coraz bardziej jest przekonany, że nadrzędnym kryterium oceny wszelkich aspektów rzeczywistości powinien być smak. A ów podpowiada mu, że świadek tego, co się dzieje w kraju nad Wisłą nie ma wyboru, może tylko

…wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo

Można też powtarzać: „A nie mówiłem?”, ale to dość jałowe.

Więc Zgred włączy się w ogólnonarodową dyskusję na swój własny sposób.

 

1. Każdy język ma słówka, których odpowiedników nie znajdzie się w innych językach, i których tłumaczenie wymaga użycia kilku, a w skrajnych przypadkach kilkunastu wyrazów. Na przykład w japońskim jest jedno słowo na zjawisko, które w polszczyźnie funkcjonuje w wierszyku „z tyłu liceum, z przodu muzeum”. A język niemiecki, znany z generowania niezwykłych niekiedy, ale udatnych słów złożonych,  ma urocze słowo Sitzfleisch, które oznacza coś, czego posiadanie jest człowiekowi absolutnie niezbędne do bycia naukowcem, osobliwie w naukach humanistycznych.

Słowo, które Zgredowi ostatnio często przychodzi do głowy, to „hucpa”. Pochodzi ono z języka aramejskiego (hūspā) i przywleczone zostało do Europy (a stamtąd też za Wielką Wodę) poprzez Yiddish,  w którym funkcjonuje (funkcjonowało?) jako khutspa. Słowo to, różnie w różnych miejscach na świecie zapisywane, oznacza, w wolnym, ale dość precyzyjnym tłumaczeniu „bezczelność taka, że opadają ręce”. 


2. Od pewnego czasu zewsząd słychać jazgot, że szykuje się zamach na konstytucję, która zostanie zmieniona w jakiś straszny sposób. Jazgoczący mądrale niech sobie przypomną, że mogli byli dawno przeforsować proste prawo, obowiązujące w krajach kręgu kulturowego racjonalniejszego niż nasz, mianowicie, że zmiana konstytucji może wejść w życie dopiero, jeśli przyklepie ją NASTĘPNY parlament. Proste? Genialne w swojej prostocie? Hamujące faszystowskie, dyktatorskie, totalitarne (niepotrzebne skreślić) zapędy?

Nie ma takiej możliwości, żeby zawodowi politycy w kraju nad Wisłą o tym prostym tricku nie wiedzieli. Jeżeli o nim się nawet nie zająknęli, widocznie było im to WYGODNE. Więc niech teraz nie jazgoczą, tylko wezmą na klatę skutki swojej głupoty.

 

3. Zgred języka angielskiego co prawda nie zna, ale intuicja mu mówi, że w inskrypcji poniżej może być zawarta jakaś myśl.


10:47, tobiasz2013
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 grudnia 2015

Od pewnego czasu nad gustami Polaków pracuje niejaki Springer Filip. Zręcznie używając ukochanego słowa wszystkich artystów, czyli przestrzeń, z pozycji kanapy  prawi on siermiężnemu naszemu narodowi, co jest w dobrym guście, a co nie. O dziwo, uprawiając ten swoisty terroryzm estetyczny, zastraszył już niemałą grupę kręcących się w taki czy inny sposób koło Sztuki osób.

Ostatnio wziął na celownik stajnię dla jednorożców w mieście Łodzi.

Zgred początkowo myślał, że  Arbiter Dobrego Gustu ma coś przeciw owym biednym zwierzętom (uraz z dzieciństwa?), albo wprost przeciwnie, chodzi mu o to, że przez swoją ażurowość narażałaby ona delikatne przecie stworzenia na przeciągi, przeziębienia i w konsekwencji wczesny zgon, ale nie, okazało się bowiem, że mamy tu do czynienia z wiatą tramwajową.


fot. Filip Springer

Okazało się, że Architektoniczny Wychowawca pochyla się nawet nad czymś z pozoru tak banalnym, jak tramwajowa wiata, która przez swoja secesyjną lekkość i barwność  jest dla dlań symbolem fatalnego gustu. Delikatne kolory albowiem zwalcza FS już dawna na przykładzie bloków malowanych na pastelowe barwy, co nazywa „pastelozą”.

Nie miejsce tu rozstrzygać, co jest w dobrym guście, a co w złym, ale Zgred docenia przynajmniej ową z góry skazaną na niepowodzenie, ale przecie podjętą próbę uczynienia blokowisk, ohydnych przecie z definicji, znośniejszymi dla oka.

FS wpisuje się w pewną tradycję, w której silne jednostki terroryzują całe rzesze ludzi, którzy nie są na tyle pewni swego artystycznego gustu, by mieć na każdy temat wyrobione własne zdanie. Zjawisko to częste jest w literaturze. Niemieckimi gustami przez dziesiątki lat zarządzał niejaki Reich-Ranicki, który namaszczał jednych, a strącał w niebyt innych pisarzy, na naszym podwórku odpowiednikiem był Henryk Bereza, a aktualnie jest niejaki Dunin-Wąsowicz.

FS aspiruje do tego, by zarządzać zbiorowym estetycznym smakiem w podobny sposób. Z elitami już mu wychodzi, ale gust masowy w naszym siermiężnym kraju trzyma się krzepko na swoim ustabilizowanym, niskim poziomie. I to nie tylko w kwestii muzycznej, czy pomnikowej, ale także politycznej, o czym świadczy oddanie kraju w ręce facetów, po których widać, że nie jest to „brabanckiej szlachty kwiat”, że są nasi,  nasi aż do bólu. Swojscy jak jasna cholera.

sobota, 28 listopada 2015

Zgred czasem cytuje ludzi, którzy jego zdaniem wyjątkowo przenikliwie widzą otaczającą nas rzeczywistość. A takim jest Ziemowit Szczerek.

[…] obawiałem się coraz bardziej, [że] Europa Środkowa zaczyna wracać tam, gdzie może być jej miejsce. Na Wschód. Do Europy Wschodniej. Bo, myślałem, trwa oto właśnie zrzucanie masek: Europa Środkowa udowadnia, że nie potrzebuje wcale tej liberalnej demokracji w zachodnim stylu, że świetnie się czuje w o wiele prostszym systemie. Że cały polityczny układ gwarantujący kontrolę władzy, ustawiający debatę publiczną tak, by była szukaniem konsensusu, a nie popisem sztuki zarządzania histerią, nie jest jej do niczego potrzebny. Że go niezbyt rozumie. Że chodzi nie o żadną demokrację, republikę, o zdystansowane spojrzenie na rzeczywistość - tylko o prostacką dyktaturę większości. System wyłączający, w ramach którego można maszerować ze wszystkimi i wyznawać wulgarnie uproszczoną wersję tego samego katechizmu albo być opluwanym popychadłem. Słowem - to dotychczasowi beneficjenci staną się pariasami. A pariasi – beneficjentami.

[…] Myślałem o tym, że na miejscu Putina oddałbym Kaczyńskiemu ten wrak. Odesłałbym i przypieczętował coś, co może się wydawać nieuniknione w dłuższej perspektywie: zbliżenie z tymi, którzy w gruncie rzeczy w bardzo podobny sposób widzą świat. Którzy widzą Europę jako zbiór uświęconych narracji narodowych, nawet jeśli się one wzajemnie wykluczają.



I uprawiają zbiorowe dziwienie się, że nie wszyscy patrzą na świat z perspektywy ich własnego kraju. Którzy chcą "odnowić zdemoralizowaną Europę" w równie subtelny sposób, w jaki w więzieniach się "reedukuje odmieńców" - przez gwałt. […] Przez próbę podmiany jej podstawowych wartości: republikańskości, otwartości, dystansu, odpowiedzialności, wznoszenia się ponad prostackie odruchy - na cały ten zwulgaryzowany bełkot, który wykrzywia patriotyzm w nacjonalizm, a moralność w buraczany zamordyzm.

Więc tak, myślałem, a deszcz zacinał jak cholera, na miejscu Putina oddałbym im ten wrak. 
Keep calm and divide Europe, przecież to jest to, co robi Rosja. I cieszy się ze zwycięstwa PiS jak diabli, bo nie mogło jej się trafić nic lepszego niż pęknięcie najsłabszego z kręgów tego europejskiego kręgosłupa na linii Wschód - Zachód: Polski.

 

Podróż Szczerka przez Europę.Powrót do Mordoru drogą przez czarny Majdan.

Tagi: Polska putin UE
14:01, tobiasz2013
Link Komentarze (3) »
sobota, 21 listopada 2015

Drogi Czytelniku/Droga Czytelniczko (o ile jeszcze istniejecie)!

Zgreda nie było i nie było i nie było, bo miał dużo zajęć, m.in. ostatnio poddał się dobrowolnej relokacji i zamieszkał na wsi. Ze wsi ostrzej widać, ma nadzieję. Więc może to i owo jeszcze skomentuje?

1. Jak PT Czytelnicy może pamiętają, Zgred zbiera dowody na obłąkanie ludzkości, chociaż widać je jak na dłoni i żadne dowody nie są już od dawna potrzebne. Ale niektóre przejawy wciąż prawdziwego kolekcjonera zachwycają. Na przykład ten:


Out of Order - Damaged in Italy

Available today: Out of Order - Damaged in Italy watches!

The name itself only gives a first impression of these ‘rat look' watches. This is the first watch brand in the world with new watches born already aged. Experience the ultimate balance between maximum destruction on the outside with a powerful movement on the inside. A perfect match to your classy ripped jeans!

 

2. W związku z tym, że Zgred zaposiadł country residence, zaposiadł też wszelkie przyległości, a właściwie dobrodziejstwo inwentarza np. w postaci myszy w domu. Zgred przeciwko myszom nic nie ma, ba, uważa, że z biedniejszymi trzeba się dzielić, ale silnie przeciw szelestom w nocy i widocznym w kuchni mysim bobkom zaprotestowała M-lle, żywiąca właściwy swojej płci, atawistyczny lęk przed myszami. Tak więc dla świętego spokoju Zgred postanowił coś z tym zrobić.

Swego czasu, jeszcze za czasów miejskich, w mieszkaniu Zgreda zalęgły sie owe sympatyczne gryzonie, które Zgred eksterminował za pomocą śmiercionośnego urządzenia zwanego, nie wiedzieć czemu, łapką na myszy. Ponieważ moralny kac z tego powodu do dziś mu nie minął, tym razem postanowił załatwić sprawę w pewnym sensie polubownie. 

Do tego celu używa zmyślnego urządzenia zwanego słusznie żywołapką, a schwytane myszki RELOKUJE, tzn. wywozi daleko i daje im szanse na rozpoczęcie nowego życia. Ktoś może słusznie zarzucić Zgredowi, że może one wcale nie chcą rozpoczynać nowego życia, że w rezydencji Zgreda im dobrze, że pokusa, żeby zniknąć i zacząć wszystko od nowa jest czysto ludzka, ale ze względu na fobię M-lle w zasadzie alternatywy nie ma. 

Myszka Jola w oczekiwaniu na relokację

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
Tagi