RSS
sobota, 29 października 2016

Niektórzy odmawiają aktorom prawa do wypowiadania się na tematy inne niż ściśle zawodowe, twierdząc, że nie dysponują dostatecznym potencjałem intelektualnym. Istotnie, niektórzy znani w świecie aktorzy wykazują pewne wyraźne symptomy osłabienia umysłowego

 

i zagubienia w realnym świecie

 


Zgredowi wydaje się jednak, że w Polszcze aktor – ten teatralny, nie tylko serialowy – zyskał inny, dość specjalny status. Jeżeli ktoś na co dzień na scenie wadzi się z Panem Bogiem, przemienia z Gustawa w Konrada, czy szuka zgubionego złotego rogu,  ma chyba zmysły szczególnie wyostrzone na rzeczywistość wokół siebie. I dla takiego aktora wypowiadanie się na tematy polityczne to w pewnym sensie wypowiadanie się na tematy zawodowe.

Żyjemy obecnie w tak ciekawych czasach, że zaiste  aktorom polskim trudno się powstrzymać. Komentują na przykład aktualną politykę kulturalną, co dość naturalne

WOJCIECH PSZONIAK:

Jeżeli minister kultury bierze udział w rekonstrukcji ślubu Pileckiego i na dodatek mimo protestów jego rodziny, to znaczy, że jest bardzo źle. Martwię się, co będzie dalej z kulturą, bo to, co proponuje, to kultura w wersji plemiennej, folklorystycznej i narodowo-pseudo-patriotycznej. To wszystko jest kompletnie bez żadnych wartości, ani patriotycznych, ani artystycznych. Mądry patriotyzm analizuje i przedstawia prawdę historyczną. To, co proponuje minister to folklor, do tego niskich lotów.

DANIEL OLBRYCHSKI:

Kluczowy jest punkt widzenia. Czy robi się film z punktu widzenia Żeromskiego albo Norwida - przedstawicielem tego sposobu uprawiania sztuki jest oczywiście Andrzej Wajda, on reprezentuje gorzkie spojrzenie na historię, bardzo pouczające. Czy też robi się coś ku pokrzepieniu serc, jak u Sienkiewicza. (…) A w tej chwili co? Jakie tematy zadać nam mogą prezes Jarosław Kaczyński czy minister Piotr Gliński? Przecież to jest śmieszne. Każda sztuka robiona na polityczne zamówienie kończy się porażką artystyczną. (…) Jeśli czułbym, że coś jest robione na zamówienie polityczne, to jakakolwiek by ta rzecz nie była, trzymałbym się od niej z daleka. Bo to śmierdzi. (...) To wszystko są bzdury, z mydła bańki, które mieliśmy już w historii.


Czasem jednak aktorzy polscy wypuszczają się na szersze wody.

KRYSTYNA JANDA:

Okazało się, że wszystko nie tak, wszystko za mało, że kłopoty budującego się państwa i dobrobytu doświadczają najsłabszych, a nie stać nas na państwo opiekuńcze. No i przyszli ci, co powiedzieli – im zabierzemy, a Wam damy. No i Bóg, honor, ojczyzna, w najprymitywniejszy sposób, a reszta zamknąć się albo wyp……ać! No i za zezwoleniem nienawiść i chęć zemsty podniosła głos.

JANUSZ GAJOS:

Wiadomo z historii, że wiele niedobrych i fatalnych w skutkach zdarzeń zaczynało się tak właśnie, jak to się dzieje teraz. Mam nadzieję, że nie dojdzie do niczego nieodwracalnego. Nie mogę uwierzyć, żeby wszyscy rozsądni ludzie, których są całe tłumy – vide marsze KOD-u, nie byli w stanie zapobiec najgorszemu. Przecież większość z nas nie wierzy w brednie typu – „Polska w ruinie”, nie chce spokojnie słuchać wyzwisk i obelg tylko dlatego, że ma inne zdanie na temat tej „dobrej zmiany”.

JERZY STUHR:

My jesteśmy z kultury wstydu. Nie robimy pewnych rzeczy, bo nie chcemy się potem za siebie wstydzić. A dla ludzi „dobrej zmiany” to żaden problem. Czy pan wiceminister od widelca się wstydzi? Nie sądzę. Rąbnął głupotę roku, obraził Francuzów, ośmieszył Polaków i chodzi dumny jak paw. Bo wszyscy o nim mówią już drugi tydzień. A ta pani, która nazwała sędziów Sądu Najwyższego grupą kolesi, to czy ona się wstydzi? Zdaje się, że pełni jakąś zaszczytną funkcję w swojej partii, jest rzecznikiem? A pan od dyplomacji, który o Komisji Weneckiej powiada, że nie życzy sobie jej wycieczek do naszego kraju? Czy on się wstydzi? Albo pan, który twierdzi, że Amerykanie mogą się uczyć od nas demokracji. Jest ministrem obrony naszego kraju. No skoro tak, to każdą głupotę można u nas powiedzieć bez mrugnięcia powieką. Ta władza zaraziła nam Polskę bezwstydem.

I na koniec nieoceniony

BOGUSŁAW LINDA

który miał zawsze predylekcję do broni o dużym kalibrze

Musiałbym zacytować Herberta: wszystko jest sprawą smaku. To, jak nami zawłaszczają, jest strasznie przykre. Tak ziemniako-buro-brudne, nieładne, że ja się czuję trochę zawstydzony. Raptem to, co gdzieś skrzętnie ukrywaliśmy, to, co nigdy nie powinno się okazywać, to burakostwo, nieudacznictwo, brak kultury, brak ogłady, brak inteligencji  się wylało i nami zawłaszcza.


piątek, 14 października 2016

...Najczęściej giną koty. Wyskakują w ostatniej chwili i suną na niskich łapach przy samym asfalcie, do końca ufne w swą kocią zręczność. Wypadają spomiędzy opłotków, z krzaków, znikąd i rzeczywiście wygląda tak, jakby czekały ze skokiem do ostatniej chwili, jakby kusiły los. Ale one po prostu nie wiedzą, czym jest auto. Czasem wyobrażam sobie, że jestem jednym z nich i w moją stronę sunie coś w rodzaju huczącej i oślepiającej góry. Sunie z prędkością huraganu, nawałnicy, z prędkością przekraczającą kocie wyobrażenie. W dodatku taki kot nie wie, czy góra nie sunie tylko po to, by go unicestwić, czy nie sunie przeciwko niemu. Przecież wygląda jak wcielona zagłada i zwierz nie ma pojęcia, że wystarczy się przyczaić, a monstrum popędzi swoją drogą.

Rano widać ich małe zwłoki na szosach. Leżą w ciemnych plamach. Zastygła krew wygląda jak cień. Śmierć nie odebrała im jeszcze barw. (…) Leżą, schną w słońcu albo kruszeją na mrozie i powracają do pierwotnego królestwa minerałów i tablicy Mendelejewa. Żywe, ciepłe, miękkie, skoczne zamienia się w coś, czego nigdy nie chcielibyśmy dotknąć.

Tyle Andrzej Stasiuk(„Kucając”). Nie, kot Cyryl nie bał się samochodów, bo nie bał się nikogo i niczego. Przez te osiem miesięcy, w czasie których u nas sypiał i się stołował, wspinał się na czubki najwyższych drzew i z gracją z nich zstępował, zeskakując z gałęzi na gałąź. Do otwartych samochodów wchodził rutynowo, żeby zaspokoić swoją nienasyconą ciekawość. Za szosę wyprawiał się nagminnie, udając się w gości do królestwa kolegów. I raz źle obliczył, bo nie zmieściło mu się w małej, czarnej głowie, że jakiś miejscowy demon powiatowych dróg, jakiś niespełniony wyścigowy kierowca będzie jechał swoim starym, ale jarym samochodem tak szybko w miejscu, gdzie stoją domy i gdzie mieszkają ludzie i zwierzęta.


Tagi