RSS
środa, 22 października 2014

Przeglądając zabawki pozostałe po dorosłej już córce, Zgred natknął się na takiego oto, różowego królika:

 

No cóż, królik jak królik, podobne znają wszyscy z reklam firmy Duracell:

 

Sorry, w tej sieci tyle śmieci, to miała być zupełnie inna ilustracja.

 

O, właśnie ta! Ale wracając do królika córki. Otóż po bliższych oględzinach okazało się, że ów królik to tak naprawdę PRZEBRANY MIŚ!

 

Tu Zgred zadumał się nad światem współczesnych dzieci, w którym byle zwykły królik, albo zwykły miś nikomu już nie zaimponuje. Światem, który w zabawkach odsłania swoją prawdziwą twarz, opartą na grze pozorów. Światem, w którym nic nie jest takie, jak się wydaje*. Szczytowym osiągnięciem przemysłu zabawkarskiego w tej kwestii wydają się tak zwane TRANSFORMERSY.

 

Nadejście czegoś równie absurdalnego przewidział zresztą już Bolesław Prus, który w felietonie w Kurierze Warszawskim z dnia 28 lutego 1887, w którym komentował plan budowy w Paryżu obiektu obecnie znanego jako Wieża Eiffla, tak oto dywagował na temat zdolności wynalazczych Polaków w porównaniu z przemyślnością Francuzów i Niemców:

„... [zaś] Polacy, zmęczeni tańcem, spali coś do południa i dopiero ku wieczorowi jeden z nich wynalazł nową figurę mazura, a drugi bardzo misterne łóżko składane, z którego można było zrobić karabin i fortepian, bez możności jednak grania na fortepianie, strzelania z karabinu i sypiania na łóżku”.

Wracając wszelako  do misia w przebraniu królika: nieodżałowany Gustaw Holoubek (vide wpis prawie dokładnie sprzed roku) opowiadał niegdyś o tym, jak to grał Żyda ukrywającego się w czasie wojny w białym misiu – rekwizycie fotografa.

 

Zdjęcia do filmu kręcono na Krupówkach w Zakopanym i cała ekipa, łącznie z technicznymi, rwała na potęgę kręcące się przy filmie dziewczyny. Któregoś dnia podczas zdjęć zdesperowany Holoubek ściągnął łeb misia i krzyknął do jakiejś hożej panny, że on jest aktorem, że on to Gustaw Holoubek, że… Na co usłyszał: „Spier…aj, misiu”.

Holoubek dodawał potem, że rola była banalna, mało ambitna, że prawdziwym wyzwaniem dla niego byłoby gdyby miał zagrać misia, który musi ukrywać się w Żydzie.

______________________________________________________________

*Zgred to kiedyś na ten temat napisał 3 książki, ale świat się na nich słabo poznał…

czwartek, 09 października 2014

Zgred chwilowo nie ma czasu na głupstwa takie jak blog, ale żeby PT Publiczność (w postaci tych kilku osób wiernie tu zaglądających) do końca się nie zniechęciła, daje znak życia. Niniejszy wpis zawiera remanenty, luźne odniesienia do tego, co już było. Na przykład ostatni wpis (Terror bergamotki) zaowocował takim oto nadesłanym przez Czytelnika zdjęciem. Okazuje się, że jest w Polszcze firma, której nazwy nie wspomnę (żeby nie było kryptoreklamy),

 

która produkuje wersję bergamotkowego świństwa w równie eleganckiej puszce, jak niektóre zagraniczne.

Z kolei do wpisu przedostatniego, gdzie pokazane są 2 rzeźby z brązu (banalna i niebanalna), nawiązują takie oto ciekawostki podpatrzone w Europie

 

 

A do serialu o dzielnym generale co się kulom nie kłaniał, i dlatego trafiło go bodaj osiem (wpisy z 12. lutego, 19. lutego, 28. lutego i 8. marca) nawiązuje, niezależnie Zgredowi przysłana, reprodukcja pewnego obrazu. Okazuje się mianowicie, że podczas przewlekłego pobytu w naszym kraju Generał zamówił był swój konny portret u jednego z najmodniejszych zapewne wtedy portrecistów polskiej socjety, nikogo innego, tylko mistrza Kossaka Wojciecha...

 

Generał przedstawiony tu jest w eleganckim mundurze w wersji do jazdy konnej, więc w bryczesach i nieznanych u nas brązowych oficerkach z charakterystycznym paseczkiem nad brzegiem cholewy. Ma też u boku absurdalny pałasz, i to on zapewne wkurza wierzchowca, co widać po jego cofniętych uszach. Jak widać Generał, w końcu niegdyś dzielny kawalerzysta, umiejętności jazdy konnej nie zatracił, a prowadzenie konia jedną ręką nie jest łatwe...

Portret wystawiła na sprzedaż pewna galeria w Krakowie, i gdyby Zgred nie klepał budżetowej biedy, chętnie by takie cacko zaposiadł.

Tagi