RSS
piątek, 09 września 2016

Tak, tak, Zgred zaniedbał bloga, ale bynajmniej go nie porzucił: nazwijmy to przerwą konserwacyjną. Teraz już wrócił w domowe pielesze prawie na dobre i będzie się dzielił refleksjami.

Na przykład na temat, który nasunęły mu dwutygodniowe wczasy z M-lle w Śródziemnomorzu. Zgred wolałby być podróżnikiem, ale ponieważ zasoby czasowe i finansowe nie dają mu ku temu podstaw, pozostało mu bycie turystą, tym najnędzniejszym ze wszystkich stworzeń.

Turysta porusza się stadnie. Zdradzają go nie tylko nieodłączny aparat fotograficzny, często też nie spotykany w odwiedzanym kraju plecak, ale także dziwna bladość, absurdalne nakrycie głowy i nie przystojące poważnemu człowiekowi półdługie lub półkrótkie spodnie. Skórę ma częstokroć bardzo czerwoną, bo nieopatrznie wystawił ją na miejscowe słońce już pierwszego dnia pobytu. Ma często nadwagę.


Niegdyś podziwiał krajobrazy i zachody słońca, dziś częściej odbywa cichy stosunek ze swoim telefonem komórkowym.

Turysta nieustannie występuje w opozycji do miejscowych i ma szczęście, jeśli ci traktują go tylko z politowaniem. Z ich punktu widzenia ów przybysz ma z definicji niedowład umysłowy, bo nie rozumie, co do niego mówią, a i jego bełkotu nie sposób pojąć.

Zupełnie nie jarzy jak wszystko funkcjonuje, na przykład nie kuma o co chodzi w lokalnym systemie komunikacji, więc ustawia się na przystankach w najdziwniejszych porach i dziwi się, że autobus po niego nie przyjeżdża. A kiedy po mniej więcej tygodniu zaczyna wreszcie kapować o co chodzi w rozkładzie jazdy, to nie może pojąć, że jest on jedynie ogólną, bardzo ogólną wskazówką dla kierowców i gniewa się, jeśli rozbieżności przekraczają ustalone przez niego samego marginesy dopuszczalności. Turysta nie rozumie, że pośpiech poniża i stresuje.

Ponieważ jednak stanowi źródło dochodów, trzeba się do niego jakoś dostosować. Na przykład tak zmodyfikować tzw. tradycyjną miejscową śródziemnomorską kuchnię, żeby dał się nabrać i chciał z niej korzystać. Turystę karmią na przykład „świeżymi miejscowymi rybami i owocami morza”, przywiezionymi w chłodniach znad Atlantyku lub Pacyfiku, rozmrożonymi poprzedniego dnia i kunsztownie wyeksponowanymi w grudkach lodu w specjalnych ladach chłodniczych. Turysta pochłania je ze smakiem i nie uderza go to, że przez dwa tygodnie pobytu nie widzi w okolicy ani jednego kutra rybackiego.

Miejscowi tymczasem w bocznych uliczkach żywią się ukradkiem ogólnoeuropejskim kebabem.

M-lle, ta to potrafi zrobić ładne zdjęcie!

Tagi: turysta
13:51, tobiasz2013
Link Dodaj komentarz »
Tagi