RSS
czwartek, 30 czerwca 2016

Co jakiś czas Zgred przeczyta coś, co wydaje mu się być wyjątkowo trafną diagnozą aktualnej sytuacji. Żeby czytelnik się nie uprzedził, cytat nie będzie podpisany. Zgred z góry przeprasza za wulgaryzmy.

[…] Jest teraz – najwyraźniej – w cenie rodzaj politycznego chamstwa, które ludzie biorą za szczerość. Nagle okazało się więc, że przychodzą populiści, mówią ludziom: Wy jesteście najlepsi, nie musicie udawać, że jesteście eleganccy, Wersal się skończył, wszyscy, co byli u władzy, to złodzieje i teraz można pierdzieć w salonie albo pokazać gołą dupę tym wszystkim skurwysynom. I ludzie nagle myślą: No tak, oszukiwali nas, mamili, że należymy do elity, a jednocześnie płacili głodowe pensje i traktowali jak niewolników. To my im teraz pokażemy. […]  W Polsce to odpowiedź między innymi na skandaliczne stosunki pracy, płace na poziomie kilku złotych za godzinę i traktowanie ludzi bez szacunku i wyobraźni na temat ich rzeczywistych potrzeb. […]



[…] Zabrakło odpowiedzi na paradoksy globalizacji, na niskie poczucie własnej wartości, które, w takich krajach jak Polska, tak obolałych i zakompleksionych, najłatwiej jest wyleczyć przy pomocy kreowania wroga czy uruchomienia nacjonalistycznych rekwizytów i resentymentów. Wspólnota wokół takich działań daje ludziom złudzenie mocy, poczucie, że są godni szacunku. Dużą rolę odegrała też masowa emigracja młodych Polaków i ich zetknięcie się z zachodnim światem. Znamienne jest to, że 90% emigrantów nie odnosi za granicą prawdziwego sukcesu. Bo niby dostali pracę i zasiłki, mogą sobie wynająć mieszkanie albo zrobić skrobankę i nie muszą się z tego nikomu tłumaczyć, ale jednocześnie czują jakby ich wpuszczono tylko do przedpokoju, dalej nie będą mieli nigdy wstępu, ciągle nie są obywatelami pierwszej kategorii. To uruchamia silne potrzeby kompensacyjne, tożsamościowe: „muszę udowodnić sobie, że jednak jestem lepszy”. Tą lepszością jest moja przynależność do „lepszego” narodu. Lepszego również dzięki ranom, krzywdom, mitologizacji przeszłości i poszukiwanie tych „gorszych”. Nieprzypadkowo większość Polonii amerykańskiej jest prawicowo-nacjonalistyczna i dość rasistowska. […]

Tagi: Polacy Polska
19:41, tobiasz2013
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 czerwca 2016

Zawsze mieliśmy nieokreślone wrażenie, że kot Cyryl, z tymi swoimi żółtym ślepkami osadzonymi w czarnym futrze ma w sobie coś nieco piekielnego.


Chociaż jak śpi w umywalce wydaje się całkowicie niewinny i sympatyczny. Jednak w końcu wyszło tzw. szydło z tzw. worka.

Mamy otóż sąsiadów, a ci z kolei mają niewielkiego psa, niejakiego Bafiego (Buffy’ego?). Nie z tych, które swoim wyglądem obrażają Pana Boga, ale i tak o estetyce dość kontrowersyjnej. Niektórzy ludzie mają predylekcję do psów nikczemnego rozmiaru, w postaci ekstremalnej wręcz naręcznych, i nic nie można na to poradzić.

Pies sąsiadów jest zapewne bardzo rasowy, znacie Państwo ten typ – starożytna rasa wyhodowana, dajmy na to, w Karyntii, na Morawach, w Borach Tucholskich albo w Andaluzji, zarejestrowana w r. 2006 w Międzynarodowym Stowarzyszeniu na Rzecz Dbania o Czystość Rasową Psów (Fédération Cynologique Internationale), które żyje z takich rejestracji, wystawiania stosownych atestów i organizacji wystaw owych zarejestrowanych przez siebie, coraz to nowych (acz starożytnych), wyhodowanych drogą starannych krzyżówek psich ras.

Otóż od pewnego czasu dochodziły do nas sygnały, że kot Cyryl odwiedza sąsiadów, co samo w sobie nie jest niczym dziwnym, bo ambicją wszystkich kotów jest mieć kilka domów i być karmionymi w każdym z nich; dziwne było natomiast to, co nam sąsiedzi mówili o celu wizyt kota Cyryla. Twierdzili mianowicie, że przychodzi on na ich taras wyłącznie po to, by naigrawać się ze znajdującego się po drugiej stronie szyby Bafiego i doprowadzać go do białej gorączki.

Nie dawaliśmy opowieściom sąsiadów wiary, dopóki nie dostarczyli dowodu w postaci tej oto fotografii:


Tagi