RSS
sobota, 28 czerwca 2014

Bobkowi

Jak wiadomo, wartość towaru odkleiła się od jego ceny już dawno temu; cena jest obecnie wyłącznie funkcją gotowości klienta do zapłacenia za ten towar określonej sumy pieniędzy.

Zgred, który,  jak to prawdziwy zgred, kolekcjonuje dowody na umysłowe osłabienie ludzkości (której nie wróży świetlanej przyszłości), za najlepszy przykład powyższego uważa TRAMPKI.

Wykonanie trampków (trampek?) nie wymaga skomplikowanej technologii, a jej tajemnica jest powszechnie znana. To zszycie kilku kawałków płótna i zalanie ich od spodu gumą.  Z tego zresztą powodu cichobieżne owe obuwie nazywane było w  przedwojennej Polsce „pepegami”, od skrótu PPG – Polski Przemysł Gumowy.

W powojennej Polsce był to  synonim obuwia dla biedoty, produkowanego masowo w Chinach i Wietnamie i powszechnie dostępnego (w odróżnieniu od innych, bardziej wyrafinowanych jego rodzajów); obecnie jednak, wskutek uporu młodych ludzi, najwyraźniej urzeczonych możliwością szybkiego i skutecznego zapocenia sobie stóp, jest to obuwie, bez którego młody człowiek czy młoda osoba poddawane są w szkole ostracyzmowi*.

Mówimy tu oczywiście o pepegach posiadających stosowną Gwiazdkę,



i kosztujących 250 złp,

a nie o takich, które stosownej Gwiazdki nie posiadają

 

i kosztują złp 30.

No bo te z Gwiazdką nie są wykonane z płótna, tylko materiału w ich reklamie nazwanego po staropolsku canvasem. Zgred przypuszcza, że zszyte są ręcznie, a i sznurówki mają utkane na ręcznych krosienkach; zalewanie zaś od spodu gumą to w ich przypadku proces pracochłonny, długotrwały i zapewne niebezpieczny. No, i ta Gwiazdka musi też swoje kosztować...

Tak jak lekko zawinięte maźnięcie przypominające pewien gatunek bezskorupowego ślimaka, czy może inne jakieś stosowne oznakowanie. Na przykład taka podłużna Wstążeczka z boku:

tyle, że za nią zapłacisz, Młody Przyjacielu, złp. 359.

Ale jak będziesz miał szczęście, to takie pepegi w wydaniu białym, jako że mniej praktyczne, dopadniesz już za 151,50!

Więc może ta Gwiazdka jest już passé**?

__________________________________________________________

*fajne słowo, może warto sprawdzić?

**ditto***

***tak samo

poniedziałek, 09 czerwca 2014

Zgred obejrzał wczoraj mecz siatkówki między reprezentacją Polski i Włoch. Najbardziej krwi napsuli nam Włosi o imionach Iwan, Jiři i Dragan, a okazjonalnie na chwilę dołączał do nich Włoch o imieniu Michał. Wszyscy oni mieli nazwiska dziwnie pasujące do swoich imion.

Włoch Iwan Zajcew, żądny polskiej krwi

Takie czasy. Globalizacja, panie. A kasa nie ma obywatelstwa.

Trochę to wszystko Zgreda zbulwersowało, osobliwie gdy było już pewne, że Obcy znowu spuścili Naszym Chłopcom łomot, ale rychło przypomniał sobie, że i w naszej drużynie, tyle że futbolowej, gościli już i Emmanuel, i Roger, i Ludovic, i Eugen, a ostatnio nawet niejaki Thiago. Bez większego zresztą skutku.

Polak Emmanuel Olisadebe, chyba udaje samolot?

Co wydaje się Zgredowi interesujące to to, że kibicom piłkarskim, elementowi w społeczeństwie polskim najbardziej dbałemu o etniczną jednorodność Narodu, aż tak bardzo owi przybysze z dalszych lub bliższych stron nie przeszkadzają; Zgred nigdy nie słyszał protestów i poważnych nawoływań o oczyszczenie Naszej Drużyny z obcych naleciałości. No chyba, że Obce Naleciałości grają jak platfusy. 


Ten, co jakby bez głowy, to Polak, ino trochę ciemniejszy i zlewa się ze spodenkami Dudka Jerzego

Polaka z Czarnego Lądu próbował swego czasu zdyskredytować znany komentator sportowy Tadeusz R., krzycząc do mikrofonu:

- Kochani, jeszcze Murzyn. Boże! Gdzieś ty się nie mył. On się nie mył wcale, zobaczcie!


A tu znów on, w lekkim przykucu, gotowy do startu

Ale jak to wyraził pewien indagowany stadionowy patriota: „Może i Murzyn, ale to nasz Murzyn”.

Swego czasu tak się złożyło, że na ważnym meczu drużyny Kolejorza z Poznania na boisko wyszli wyłącznie grający w niej cudzoziemcy. Kibice nawet tego nie zauważyli.

Tagi: kibice
23:20, tobiasz2013
Link Dodaj komentarz »
Tagi