RSS
sobota, 20 maja 2017

Maj, więc dłuższy weekend w Rzymie (niektórzy to mają szczęście, co?) i refleksja, która naszła Zgreda, gdy na gęstej od jedno- i dwuśladów rzymskiej ulicy walczył o życie na przejściu dla pieszych w centrum Wiecznego Miasta.

 

Otóż w Rzymie pieszy jest zwierzyną łowną bez względu na to, gdzie na jezdni się znajdzie. Ćwiczy to u miejscowej ludności refleks i utrzymuje populację zamiejscowych, w tym turystów, na akceptowalnym poziomie.

W Kraju Przywiślańskim pieszy co prawda też nie może się czuć na zebrze bezpiecznie, ale jak już na nią wejdzie, jest w stanie wymusić na kierowcach zahamowanie i przepuszczenie.

Oczywiście może go zawsze skosić ten, kto wyprzedza owego zatrzymującego się przed pasami frajera (w końcu jesteśmy w kraju, gdzie powożący samochodem uruchamia cały swój chłopski spryt, żeby udowodnić swoją przewagę nad innymi powożącymi),

 

ale w porównaniu z przechodniami w Rzymie i tak jesteśmy tu w lepszej sytuacji.

Oczywiście nie takiej, w jakiej znajduje się pieszy (lub cyklista) w Skandynawii, oficjalnie zwany „miękkim uczestnikiem ruchu”, który jest ZAWSZE uprzywilejowany. W tej części Europy zatrzymają się, żeby cię przepuścić zanim jeszcze poweźmiesz zamiar o przeprawieniu się na drugą stronę ulicy/szosy*, w dowolnym zresztą miejscu. 

 

kopenhaskie bezhołowie

I tu dochodzimy do refleksji, o której mowa na początku. Przyszło oto na rzymskim bruku Zgredowi do głowy, że my tutaj w naszej nieszczęsnej ojczyźnie zawieszeni jesteśmy między racjonalną do bólu protestancką Północą, a radosnym chaosem katolickiego Południa. Polska niby kraj katolicki, ale przecie zlepiony z kawałków, które przeszły szkołę pruskiego porządku i trochę gorszego austrowęgierskiego. I one chyba zdominowały tę część, na którą miało jakiś tam wpływ prawosławne bezhołowie, z którego dziedzictwem co prawda dalej się borykamy, ale od czego mamy CBA?

Mało tego, zawieszeni też jesteśmy w jakiejś dziwnym miejscu między racjonalnym, demokratycznym Zachodem, a nieszczęsnym Wschodem, do którego nigdy nie dotarło Oświecenie. Mamy skłonność do wschodniej egzaltacji,

 

Zabrze, listopad 1997. Matka Boska pojawia się na kuchennej szybie u sąsiadki Łucji

ale jednocześnie, jako „paw narodów i papuga**” (tak, to ten, co wielkim poetą był) chcielibyśmy, żeby było u nas jak na Zachodzie. Przynajmniej niektórzy z nas by tak chcieli, bo dla innych to zbyt duży wysiłek, i ta arcypolska szamotanina między kompleksem niższości i megalomanią sprawia, że w swojskim klimacie Wschodu im jakoś raźniej.

 

grupa Kozaków dońskich pisze nowe prawo, które będzie przegłosowane jeszcze tej samej nocy.

Do tego dochodzi to marzenie o silnym Przywódcy,

 

I o tym, żeby żaden obcy nam nie mówił, co mamy robić. I marzenie o własnej, Polskiej drodze, o skończeniu z tym wiecznym zawieszeniem, z tym byciem ni to, ni sio, ni psem, ni wydrą, hybrydą jakąś… Że niby Polska, to „nigdzie”...

No nie, żeby jakiś francuski licealista Polską sobie gębę wycierał?


----------------------------------------------------------------------------------

* w naszym Sejmie, jak wiadomo, nie udało się przewalczyć cywilizowanego przepisu o pierwszeństwie pieszego, który wyraża chęć przejścia przez ulicę.

** jeśli papuga, to zapewne Norwegian Blue.

czwartek, 04 maja 2017

dedykowane Nadporucznikowi

Przyjrzyjcie się dobrze temu zdjęciu, drodzy Czytelnicy.

 

Zgred dał się zmylić tym flagom i początkowo myślał, że ulicami stolicy ciągną rodzimi Zieloni; rychło jednak zmienił zdanie, bo nasi ekomaniacy to luźna hałastra i tak zgrabnie by nie maszerowali. W drugiej kolejności przyszedł mu do głowy PSL (przez funkcjonariuszy tej partii nie wiedzieć czemu nazywanej peezelem), ale na ludowców mu oni też nie wyglądali. Zbadał więc rzecz sumiennie i okazało się, że to ideowa młodzież, która pragnie bronić naszego kraju przed obcymi!

Zgred był pod wrażeniem. Oto są w kraju nad Wisłą młodzi ludzie, którzy nad siedzenie w domu przed komputerem albo ciągły cichy stosunek z własnym smartfonem przedkładają Czyn. Którzy dla Sprawy gotowi są daleko jechać i pokazać, kto tu jest prawdziwym Polakiem.

Jak się im przyjrzeć z bliska,


okazują się być schludnymi, czystymi młodzieńcami, wstępnie umundurowanymi, którzy co prawda do wojska nie trafią, bo ono stawia coraz większe wymagania, ale chętnie udadzą się pod skrzydła Wuja Antoniego i w razie czego dadzą odpór obcym.


Bo obcy coraz bardziej się w Polsce panoszą. Ci o ciemniejszej karnacji, co np. punkty z kebabem zakładają, są najgorsi, tylko patrzeć, a  wprowadzą tu szariat. Póki co, powybija im się szyby. Ale ci ze Wschodu, co pracę nam odbierają, też nie lepsi, bo wiemy, co ich dziadkowie na Wołyniu robili. Poza tym mamy naszych własnych obcych, np. pismaków, co jak piszą o Narodzie Polskim, to o zgrozo, małych liter używają! Bo im Niemcy płacą. Albo Żydzi. Tych w kraju mało, ale ci co są, i tak mają wszędzie za duże wpływy. 

Dobrze jednak wiadomo, gdzie oni wszyscy mieszkają, to ci schludni młodzieńcy któregoś dnia wybiją im to wszystko ze łba razem z zębami. A te ich książki spalą na wielkim stosie. Podobnych im pismaczek i tych bab co się panoszą w niemieckich telewizjach, tych reżyserek filmowych od siedmiu boleści, aktorek i innych feministek bić się nie będzie, ale koleżanki tych schludnych młodzieńców, bo są i takie,

 

mogą je np. ostrzyc na bardzo krótko. Swoją drogą ładne te niektóre koleżanki schludnych młodzieńców,


oczy jak chabry, włosy lniane, prawdziwe… Słowianki.

W podzięce, za ich trud, Zgred dedykuje wszystkim tym młodym ideowym ludziom ładną piosenkę z filmowej klasyki:


Tagi: onr
20:31, tobiasz2013
Link Komentarze (4) »
Tagi