RSS
wtorek, 27 maja 2014

Swego czasu Zgred zaprosił Osobę Bliską (zwaną dalej Mademoiselle) na kawę, co samo w sobie nie jest niczym szczególnym. Ponieważ jednak ostatnio okazało się, że tę akurat kawę podają w Caffe Greco, w celu wywiązania się z obietnicy przyszło Zgredowi ruszyć się dość daleko z domu, jako że kawiarnia owa leży jakieś 50 m od Piazza di Spagna.

Sławna to kawiarnia, bo ma już 250 lat, a na tyle widać przytulna, że prędzej czy później trafiali do niej wszyscy szlifujący rzymskie bruki Wielcy Polacy, co upamiętnione jest

 

taką oto tablicą.

Chronologicznie ostatnim uwiecznionym jest il romanziere Jan Parandowski, widoczny w samym środku tableau; być może po nim, w zgrzebnych komunistycznych czasach, nikogo już w tym miejscu na podawaną przez kelnerów we frakach kawę nie było stać.

Zgreda też za bardzo nie było stać, ale kawa w miejscu, gdzie nie tylko wciąż snują się duchy Największych Polaków, ale rachunek podają w takiej oto kopertce

 

warta jest każdej ceny.

Z całą pewnością problemów płatniczych nie miał opisywany tu już (wpis z 06.08.2013*) książę Dado Ruspoli, który miał pałac 150 m dalej. Mlle, która włada językiem Boccaccia, Berniniego i Berlusconiego spytała o Księcia najstarszego z kelnerów Caffe, a ten, nieco zaskoczony, pokazał nam gdzie ów król życia zwykł siadywać. A Zgred zrobił zdjęcie

 

uderzająco pustego miejsca.

Zaś w Palazzo Ruspoli, gdzie indagowany przez Mlle portier wciąż wspomina Księcia z sentymentem, 


herb Ruspolich powoli pokrywa się pajęczynami…

 ______________________________________________________________

* bardzo wszystkich zachęcam. Wpisy na blogu Zgreda dziwnie się nie starzeją

środa, 14 maja 2014

Osoba bliska Zgredowi ochrzaniła go za ostatni wpis twierdząc, że zaangażowanie młodych Polaków w futbol amerykański jest zjawiskiem pozytywnym, bo trzyma ich z dala od narkotyków, alkoholu i ulicznej przemocy.

Kogo jak kogo, ale Zgreda nie trzeba przekonywać o wartości różnych pasji w życiu; Zgred zawsze sam miał ich parę i zawsze uważał, że nie ma ciekawszych ludzi niż wszelcy maniacy. Zgred ma jeno wątpliwości co do akurat takiej pasji, bo ma podejrzenie graniczące z pewnością, że jest ona emanacją Wielkiej Polskiej Ułudy.

Zgred postrzega bowiem wielu rodaków jako jednostki psychicznie okaleczone wskutek odkrycia na pewnym etapie młodości, że oto nie urodzili się w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej. Trauma spowodowana tą konstatacją kładzie się cieniem na całym ich późniejszym życiu, a marzenie o wyjeździe Tam, do prawdziwej Ojczyzny, a nie tej, w której zupełnym jakimś przypadkiem się urodzili, jest w polskich wsiach, miasteczkach i miastach nader rozpowszechnione. Młodzi ludzie radzą sobie z tym, jak mogą, póki co urządzając sobie Małą Amerykę między Odrą a Bugiem. Na szczęście pieniędzy mają coraz więcej, i np. zadawanie na wsi szyku wielkim amerykańskim samochodem jest już w ich zasięgu. A która by się czemuś tak pięknemu oparła, no która?


Z siły tego Wielkiego Polskiego Amerykańskiego Marzenia Zgred zdał sobie sprawę na początku lat 90-tych, kiedy nad Wisłę zawitała wolność, i oto nagle na pierwszym miejscu sportowych wiadomości pojawiły się istotne informacje, że Szopy Pracze z Milwaukee spuściły łomot Chyżym Rojom z Kalamazoo 91:89, chociaż ostatnio przegrali z nimi aż 96:94!!!  Okazało się, że  rozgrywane w ramach konferencji takiej czy innej mecze osobników w szerokich i długich do kolan, przewiewnych spodenkach  zawsze były prawdziwą pasją polskiej młodzieży.


Na szczęście tysiące kijów baseballowych, które zakupiono wówczas w polskich sklepach okazały się wyłącznie gadżetami do powieszenia nad kominkiem, a nie sprzętem sportowym (chociaż podobno i owszem, w samym Kutnie zorganizowano 11 drużyn baseballowych), ale to wtedy położono w Polszcze solidne podwaliny pod Małą Amerykę.

A potem już poszło.

Jest popyt, jest podaż. Branża restauracyjna zrobiła solidną robotę, sprowadzając do nas wszystkie stosowne, nader szacowne amerykańskie instytucje zbiorowego żywienia

 

Filmów innych niż rodem z Hollywood jest w TV jak na lekarstwo (a jeśli są, to dla cierpiących na bezsenność)*, muzyki innej niż cienko śpiewanej przez zgrabne potomkinie niewolników z plantacji amerykańskiego Południa lub też ich nieco utytych partnerów (ach, te piękne bluzy z kapturem!) też w TV niewiele, Walentynki i Halloween to już nasze święta, maluczko, maluczko, a zaczniemy tu rodzinnie jadać indyka… O tych postępowych świętach Zgred zresztą już pisał.

Zgred nie nawołuje bynajmniej, byśmy odgrzebali rodzime tradycje takie jak zgrzebne gacie, Noc Kupały, czy gra w palanta**; nawołuje jednak do umiaru.


Umiar nade wszystko!

 -----------------------------------------------------------------------------------------

*chociaż trzeba uczciwie przyznać, że otworzyli dla nich szeroko drzwi już komuniści, też przecie cierpiący na opisywany polski syndrom.

**od której zresztą pochodzi baseball

22:29, tobiasz2013
Link Dodaj komentarz »
Tagi