RSS
niedziela, 30 kwietnia 2017

 Zgred już, już myślał, że na temat pogłębiającego się podziału Polski, którego jesteśmy przygnębionymi świadkami powiedziano już wszystko – ale mylił się. Znalazł mianowicie zupełnie świeże, historyczne ujęcie tego zjawiska, a jego autorem jest dość niszowy (choć nagradzany) pisarz, niejaki Marian Pilot. W wywiadzie dla GW widzi on to mianowicie tak:

– Na naszych oczach rozwija się kolejna odsłona odwiecznej wojny kulturowej, w której po jednej stronie stał XVII-wieczny wyznawca cnót szlacheckich Walerian Nekanda Trepka, zajadły obrońca przywilejów stanowych, chłopożerca, nienawistnik, bezkompromisowy pogromca wszelkich odstępców, autor monumentalnego Liber chamorum, w której skrupulatnie odnotował  wszystkich, którzy ośmielili się dokonać zamachu na szlacheckie przywileje.

 

Po drugiej natomiast stronie XVIII-wieczny już, światowej sławy autor po francusku napisanej wielkiej polskiej powieści Rękopis znaleziony w Saragossie – Jan Potocki.

 

Arcy-Sarmata więc i człowiek Oświecenia – współtwórca Konstytucji 3 Maja, wielki Europejczyk.

Wojna między obozami prezentowanymi przez te dwie wybitne osobistości z mniejszym lub większym natężeniem toczyła się przez wieki, by wybuchnąć właśnie ze wzmożoną siłą, i nie ma co ukrywać – dziś przewaga jest po stronie Waleriana Nekandy.

Analogia wydaje się Zgredowi naciągana, ale interesująca. Zwłaszcza, że przywołano w niej postać, która od lat Zgreda fascynuje swoją ciekawością świata, wszechstronnością zainteresowań i energią. Bo życiem Jana Nepomucena Potockiego spokojnie można by obdzielić kilka osób.

 

Ciekawe jest to, że nasz człowiek do powyższej powieści większej uwagi nie przywiązywał, za swoje opus magnum uważając zapewne naukowy (z ówczesnego punktu widzenia), kilkutomowy Essay sur l'histoire universelle et recherches sur celle de la Sarmatie. Jak się jednak wydaje, dużo bardziej interesujące są jego opisy licznych krajów, które jako kompulsywny podróżnik odwiedził:


 

W kulturze popularnej została po nim garść anegdot – o tym, jak to w r. 1790 – jako pierwszy Polak – wzbił się balonem w powietrze,

 

przy czym dla towarzystwa (i naukowego eksperymentu?) zabrał jakoby damę lekkich obyczajów, służącego-Murzynka i psa pudla, a także o jego wymyślnym samobójstwie w r. 1815, kiedy to nękany depresją palnął sobie w łeb, jako kuli używając srebrnej gałki od pokrywki cukierniczki, którą to gałkę uprzednio tygodniami opiłowywał do stosownego kalibru…

I został wspaniały film Wojciecha Hasa, jedna z najwspanialszych produkcji rodzimej kinematografii, z fenomenalną rolą Zbigniewa Cybulskiego

 

i plejadą najlepszych polskich aktorów i aktorek tamtego, a niekiedy późniejszego czasu: m.in. Holoubka, Kobieli, Niemczyka, Maklakiewicza, Pieczki, Machulskiego, Bilewskiego, Wacł. Kowalskiego, Lutkiewicza, Pyrkosza, L. Benoit, Gołasa, z kobiet Czyżewskiej, Cembrzyńskiej, Krafftówny, Raksy, Tyszkiewicz… Tak, ci wszyscy znakomici aktorzy (których nazwiska młodzieży nic nie powiedzą) w tym byli!

 

23:02, tobiasz2013
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 24 kwietnia 2017

W ramach posiłkowania się w tym blogu mądrzejszymi od siebie, dziś Zgred proponuje postać nastojaszczego, jak mówią Rosjanie,  intelektualisty. Szeroko patrzący, umiarkowanie lewicujący literaturoznawca, przenikliwy obserwator i diagnostyk polskiej rzeczywistości: profesor Przemysław Czapliński z Poznania.

 

Który ostatnio sprowokował w pewnych (niestety niemających wpływu na naszą rzeczywistość) kręgach niejakie poruszenie swoją Poruszoną mapą, w której pokazuje mentalne umiejscowienie Polaków w europejskiej geografii.

Tako rzecze Profesor* w nawiązaniu do rozważań m.in. o polskim nacjonalizmie: (wywiad D. Wodeckiej):

- Chciałbym, żeby to zostało wyraźnie powiedziane: 500 plus, stawka godzinowa, płaca minimalna – to są historyczne osiągnięcia. Państwo powróciło do funkcji pośrednika między obywatelem a rynkiem. Są to jednak działania związane z kapitalizmem, a nie dumą narodową. Widać też, że nie ma dalszego ciągu: prawo spadkowe bez zmian, reformy podatków nie będzie, reprywatyzacja majątków toczy się w najlepsze, wracają eksmisje na bruk. Suwerenem znowu okazuje się rynek i polski fetysz ponadpartyjny, czyli własność prywatna. Dziurę między rozbudzonymi nadziejami na lepsze życie i normalnym kapitalizmem władza będzie zaklejać agresją skierowaną ku obcym i kultem narodowych bohaterów.

- Do czego to prowadzi?

- Wiemy z naszej historii, że w sytuacji ostrego konfliktu wewnętrznego możliwe są dwa rozwiązania. Pierwszy scenariusz tworzy zamach majowy z 1926 roku i stan wojenny z 1981. Scenariusz drugi to tradycja porozumień uwzględniająca coraz szerszą reprezentację społeczną: Sejm Czteroletni, Uniwersał połaniecki, rząd Ignacego Daszyńskiego z 1918 r., Okrągły Stół. To żadna odpowiedź, ale na podstawie przeszłości można wnioskować, że albo się porozumiemy, albo czeka nas stan wojenny.

Bo wyjątkowy już obowiązuje.

Aż chce się westchnąć: ach, dlaczegóż taki wpływ na naszą codzienność mają tragikomiczni inteligenci żoliborscy,

 

a nie niektórzy Profesorowie?

 

 

*Zgred nie ma za grosz szacunku do profesury jako takiej uważając, że tzw. rozkład normalny głupoty dotyczy w takiej samej mierze profesorów uniwersyteckich jak i np. hodowców królików (żeby zacytować klasyka, czyli samego siebie), ale oprócz profesorów istnieją przecie Profesorowie, i Przemysław Czapliński niewątpliwie do nich należy.

piątek, 07 kwietnia 2017

Hrabina R. jest wielką demokratką, co objawia się tym, że na co dzień nie używa swojego hrabiowskiego tytułu. Niedawno jej wnuczka zapoznała ją bliżej z komputerem i wprowadziła w świat „Dupelka” i innych portali, specjalizujących się w pokazywaniu życia ludzi znanych i pięknych. Przeglądając rzeczone portale, hrabina wygłosiła następującą kwestię:

- Ogórek? Halejcio? Ciupa?  Więdłocha? Kiedyś ludzie się inaczej nazywali. Takich nazwisk nie było!

Były, były, pani hrabino.  Może nie w okolicznych pałacach i dworach, ale w czworakach na pewno.

Elity się tasują. W odczuciu przeciętnego Polaka i Polki, soli tej ziemi, dziś są to właśnie celebryci, ludzie z telewizyjnego okienka na prawdziwy świat.

W czasach, kiedy  Polak i Polka pracowicie budowali socjalizm (co w kraju nad Wisłą słabo się powiodło, ale w takiej Szwecji już owszem), z powodu niedorozwiniętych mediów znajomość tej grupy była bardzo ograniczona, więc elit szukano bliżej siebie. Padło na ludzi, których podejrzewano o ponadnormatywne dochody, ale z powodu ich dużej mocy sprawczej uważano, że im się należą - a więc lekarze i  adwokaci.

Dziś adwokaci masowo trafiają do aresztu, a onegdaj Zgred zauważył szyld, który dobitnie mu powiedział, że dzisiejsi lekarze to też nie to samo, co dawniej. Dla ułatwienia podam, że nie chodzi o nazwiska:


Tak więc zostali nam celebryci. Bo przecież nie politycy?

 

Tagi: elity
17:48, tobiasz2013
Link Komentarze (2) »
Tagi