RSS
środa, 30 kwietnia 2014

“Fireballs”, “Seahawks”, “Devils”, “Tigers”, “Mustangs”, “Spartans”, “Eagles”, “Werewolves”, “Beagles”, “Steelers”, “Warriors”, “Falcons”, “Dragons”, “Broncos” – i proszę Państwa piłka w grze!!!

Gdyby komuś się wydawało, że te bojowo brzmiące nazwy oznaczają drużyny biegających po sali gimnastycznej amerykańskich chłopców w długich, przewiewnych szortach, uczestników tajemniczej Konferencji Północnej czy Południowej (swoją drogą ciekawe, o czym oni tam tak konferują?), TO SIĘ SRODZE MYLI. To nasi, proszę Państwa, NASI CHŁOPCY!

Z Wielkopolski, Pomorza, Wrocławia, Krakowa, Płocka, Warszawy („Spartans”, „Eagles”, „Werewolves”, „Beagles”), Zagłębia, Rudy Śląskiej, Tych, Zielonej Góry, Suchej Beskidzkiej… Pracowicie odrabiają nasze kulturowe zapóźnienie, tocząc, kopiąc, przenosząc i rzucając do siebie piłkę niby jajowatą, ale przecie z dwóch stron dość ostro zakończoną. Zakuci w lekkie, ale wytrzymałe zbroje, w ramionach dziwnie szerocy, bo tam potężnymi naramiennikami najlepiej chronieni… Tak, proszę Państwa, to dzięki nim dołączamy do grona krajów cywilizowanych!

Na początku o sprzęt nie było łatwo, zaczynało się od kasków  w końcu trzeba chronić to, co u człowieka najważniejsze  ale dzięki sponsorom udało się wszystko w końcu jakoś skompletować. 

 

Publiczności na razie niewiele, bo nie wszyscy jeszcze rozumieją doniosłość poświęcenia tych młodych ludzi, ale oni nie poddają się, wierzą, że to kwestia czasu, a trybuny będą pękać w szwach!

 

Chłopcy co jakiś czas coś sobie łamią, co jakiś czas trochę się uszkodzą, ale wiadomo, że misja cywilizacyjna wymaga ofiar!

 

Ale coś się zmienia, proszę Państwa, głowa do góry, pojawiły się już pierwsze cheerleaderki, niedługo będzie u nas zupełnie jak na amerykańskich filmach!

 

Albośmy to jacy tacy? Damy radę! Nie spoczniemy, dopóki nie będzie to nasz sport narodowy!

PS. Wszystkie ilustracje przedstawiają ulubioną drużynę Zgreda, „Bielawa Owls”. „Sowy” bynajmniej nie dlatego, że waleczniejsze ptaki, tzn. Orły, Jastrzębie, Sokoły już wcześniej zaklepano (nie, skądże znowu), ale dlatego, że – o czym mało kto wie  sowa to prawdziwy kiler. Zaś wszelkie inne z nią  skojarzenia są zupełnie nieuzasadnione.

sobota, 12 kwietnia 2014

Odezwał się ostatnio vox populi i zażądał, żeby Zgred wydalił z siebie kolejny wpis. Vox populi był słaby i cienki, ale zawsze… No więc będzie.

Zgred, jak wiadomo, czytuje to i owo, ale rzadko jest z czymkolwiek na bieżąco, bo nie ma na czytanie czasu. Więc leżą stosy starych gazet i tygodników i czekają, aż Zgred weźmie i zajrzy. I tu dziubnie, tam dziubnie. Ostatnio w pewnej gazecie (bez tytułów proszę, w narodzie zaciekłość taka, że lepiej nie podawać) kolejny tekst o naszych obyczajach drogowych:

(...) Szlachcic nawet wtedy gdy jechał na drugi kraniec wioski na mszę wiózł swoje cztery litery konno (szlachcianka kolasą), podczas gdy chłop na targ w odległym miasteczku człapał piechotą. Godność szlachecka nie pozwalała chadzać pieszo. Do tego jadąc, a najczęściej pędząc gościńcem przez wieś albo ulicami miasta, szlachcic rościł sobie prawo do pierwszeństwa przejazdu. Jeśli plebejusz lub nawet herbowy podlejszego rodu wszedł mu w paradę, rugał go albo i chlastał nahajką. Czy takie zachowanie czegoś nie przypomina? Rowerzysta się wlecze? Nuże po klaksonie! I obryzgać kmiota wodą z kałuży! Pieszy stoi na skraju pasów? Gdyby miał samochód, to by nie stał! A ten już wlazł? Niedoczekanie! Znowu ograniczenie? 40 na godzinę? Ja nie mam czasu na takie zabawy!

Nie wiem, czy autor, niejaki A. Pacholski, czytał wpis w blogu Zgreda z dnia 3 stycznia 2013 pt. Kierwoce, czyli: „To nie jest kraj dla pieszych”, ale pisze, jakby czytał…

Skądinąd zadziwiające, że społeczeństwo o korzeniach w 95 % chłopskich takie po szlachecku harde i pieniacze. No cóż, nie ja jeden od lat się temu dziwię.

W ogóle wszędzie znów utyskiwania, że Polska w ogonie Europy pod względem wypadków, zabitych itp.:

Nasze drogi pełne ofiar, gorzej jest tylko w Rumunii

(…)

W zeszłym roku w całej UE śmierć w wypadkach drogowych poniosły średnio 52 osoby na 1 mln mieszkańców. Unia jest pod tym względem bardzo zróżnicowana. Najbezpieczniej jest na drogach Wielkiej Brytanii, Szwecji, Holandii i Danii (ok. 30 ofiar śmiertelnych na 1 mln mieszkańców), a statystyki psują niektóre państwa bałkańskie i te z Europy Środkowej, w tym Polska.

Od lat w czołówce 

Od lat zajmujemy niechlubne czołowe miejsce wśród państw o najgorszych w Europie wskaźnikach bezpieczeństwa drogowego. (…)

Według statystyk naszej policji w 2012 r. aż jedną trzecią ofiar stanowili piesi, którzy byli też odpowiedzialni za niemal jedną piątą wypadków. Natomiast w wypadkach spowodowanych z winy kierowców najwięcej osób (42 proc.) zginęło wskutek niedostosowania prędkości do warunków, co zwykle oznacza zbyt szybką jazdę.

Policja jak zwykle gada głupstwa, pisząc o pieszych jako winnych wypadków. Droga Policjo: pieszy NIGDY nie jest winny żadnemu wypadkowi. To kierowca musi jechać tak, żeby go nie najechać, ewentualnie zdążyć zahamować. Nawet, jeśli pieszy lezie pijany drogą przez wieś.

Swoją drogą ciekawie się ta europejska statystyka rozkłada, prawda? No cóż, na nasze zaplecze kulturowe nic nie poradzimy; ok. 450 lat temu mieliśmy naszą szansę na zasadnicze przeoranie narodowej mentalności, ale z niej nie skorzystaliśmy. Możemy się zawsze pocieszyć, że mogło być gorzej, że moglibyśmy mieć tu to, co np. Bułgarzy.

Co więc możemy zrobić teraz?  Jest kilka sposobów, dawno przećwiczonych, ale tu w Polszcze nikt na nie jakoś nie wpada. Otóż są w Europie kraje, gdzie ten oto znak

 

jest tak rzadki, że nawet nie wszyscy kierowcy go znają. Ale też i nie muszą: obowiązuje tam mianowicie żelazna zasada prawej strony i tyle. A skrzyżowania są równorzędne. Jeżeli z prawej strony, z byle gówniannej uliczki ZAWSZE może ci ktoś wyjechać, turlasz się przez osiedle czy miasto 30-40 na godzinę i nie potrzeba ci żadnych znaków ograniczenia szybkości, uwierz mi.

Na koniec  jeden z komentarzy internautów do powyższego artykułu:

tomi44g

Tak sobie myślę, jak to możliwe że w UK ginie 29 osób na milion a w Polsce 87, czyli 3x więcej?

I to pomimo tego, że w UK:
– można jeździć bez świateł cały rok, nawet nie ma przepisu, że od zmierzchu do świtu (jak jest w mieście ulica oświetlona, albo latem wieczorkiem można bez świateł)

– wielu kierowców jeździ po piwie, dozwolony limit to 0.8 promila

– piesi mogą przechodzić na czerwonym świetle i poza przejściem

To niesłychane, prawda P.T. Policjo? Co za bajzel, piesi mogą przechodzić na czerwonym świetle i nikt im nie wali mandatów, co oni tam sobie w ogóle myślą! Do czego tam mają policję? Przecież wszyscy wiedzą, że pieszy jest jak dziecko i trzeba go pilnować, strofować, a czasem mu przyłożyć!


Tagi