RSS
niedziela, 19 marca 2017

Zwrócono onegdaj Zgredowi uwagę, że "wyraźnie opowiada się po jednej stronie". Owszem, Zgred ma określone widzenie świata i daje temu wyraz w niniejszym blogu. Jest jednak świadom tego, że tak jak inni, zamyka się w pewnej bańce, nie Facebookowej co prawda, ale towarzyskiej, obcując najchętniej tylko z tymi, którzy podzielają jego poglądy.

Zjawisko jest globalne i zdecydowanie trzeba mu przeciwdziałać, bo fosa coraz głębsza i coraz szersza. Tak więc Zgred postanowił oddać głos Drugiej Stronie, w postaci publicysty Ziemkiewicza Rafała Aleksandra.  Już słyszę: "przecież to zwykły cham!". Owszem, cham, ale wcale nie taki zwykły. Cham inteligentny, i przez to może groźniejszy niż zwykły. Ale Zgred stoi na stanowisku, że ludzi inteligentnych należy słuchać, bo zawsze można się dowiedzieć czegoś ciekawego, zobaczyć coś z innej strony, może nawet się zainspirować?

Tako oto rzecze Ziemkiewicz:

W źródłach z fin de siecle’u najbardziej uderzało oczekiwanie intelektualistów i w ogóle elit z utęsknieniem na jakieś wielkie bum, i zgoda, wręcz potrzeba, żeby coś, z przeproszeniem, pierdzielnęło co się zowie, bo to spokojne życie jakieś za ciasne, duszne, pozbawione smaku. Panicze z najlepszych rodów zadawali się z anarchistami, synowie bankierów przystawali do bolszewickich konspiracji, córki zostawały sufrażystkami, a wszyscy chcieli coś zmienić nie dlatego, że mieli pomysł na lepszy świat czy, inaczej, wierzyli, że naprawdę te pomysły, które się pojawiały, są dobre - ale po prostu dla samej zmiany, "just for kick" - jak mówią Amerykanie*. A jak już pierdzielnęło, to ulice Paryża, Berlina, Wiednia i Petersburga zalane były radością i entuzjazmem, młode mięso armatnie maszerowało do poboru śpiewając wesoło i pokrzykując, kobiety obrzucały przyszłych nieboszczyków kwiatami, a wszyscy razem wiwatowali na cześć Najjaśniejszego Pana czy Republiki.

Otóż taki właśnie nastrój się rodzi tam, gdzie uwierzono, że "Bóg umarł". Świat zrobił się dla kolejnego pokolenia nudny, męczący i nie do zniesienia - uczciwie przyznać trzeba, że nie bez powodu, pokolenia poprzednie wiele zrobiły, by pogrążyć go w  absurdzie.

Powie ktoś, że zaprzeczam sam sobie - bo przecież przed stu laty nie było w Europie muzułmańskiej imigracji? Ale ja nie uważam wcale islamskiego terroryzmu za przyczynę, tylko za skutek.

Natura próżni nie znosi, gdzie jedna cywilizacja gnije i słabnie, tam wciska się druga, nie czekając nawet na całkowite zwolnienie miejsca, rozpychając się. Czy się ona nazywa Hunami, czy Wizygotami, czy kalifatem, to naprawdę drugorzędna sprawa.

Bodajże we "Viagrze Maci" przypominałem o prostym eksperymencie, w którym dawano szczurom w bród pokarmu i nie wymagano od nich niczego. Okazywało się to dla populacji zabójcze. Te szczury, które o żywność musiały walczyć, pozostawały sprawne i zorganizowane. Te karmione bez ograniczeń albo popadały w apatię, albo wariowały, rzucały się na współbraci i zagryzały ich bez żadnego powodu, nawet samice, paskudziły do wspólnej karmy. Jeśli ktoś chce tutaj powiedzieć, że przecież ludzie to nie szczury, to proszę bardzo - zostawiam wolne miejsce na tę optymistyczną uwagę.


Trudno nie przyznać RAZ racji. Ale on na tej konstatacji nie poprzestaje:


Może darowałbym sobie te wszystkie słowa, gdyby nie jeszcze jedna myśl.

Ćwierć wieku temu Polacy zwolnili się z myślenia o świecie i przyszłości. Nasze elity, a w ślad za nimi rzesze zwykłych obywateli uznały, że wszystko, co słuszne, zostało już wymyślone - tam, na Zachodzie. A jeśli coś jeszcze pozostaje do wymyślenia, to też oni, tam, to wymyślą. Nam wystarczy naśladować, implementować standardy i pławić się w radosnej bezmyślności. Oni tam wiedzą, dokąd prowadzą świat, a my małpujemy i wypełniamy zalecenia, dzięki czemu u nas też będzie tak samo.


Może to jest ten właśnie moment, kiedy powinniśmy się zapytać, czy naprawdę tego chcemy? 

A czego chcemy, mądralo? Jaka jest alternatywa? Bo jeżeli sugeruje Pan, żeby z kolei przeorientować się na to, co na Wschodzie, to Zgred chyba by na to jednak nie poszedł. 

-------------------------------------------------------------------------

* chyba jednak mówią inaczej. Ale to jeszcze potrwa. Jeszcze trochę wody upłynie, zanim polski publicysta zacytuje coś po angielsku bez błędu.

14:20, tobiasz2013
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 marca 2017

Zgred jest zmartwiony. Kocha swój kraj tak, jak rodzic kocha swoje ułomne dziecko, a właściwie dziecko z autyzmem, zdolne do rzadkich przebłysków geniuszu, ale na co dzień żyjące w swoim własnym świecie i słabo kontaktujące się z otoczeniem.

Więc Zgred kocha swój kraj, ale coraz bardziej martwi go władza jego kraju. Zachowuje się ona mianowicie jak ów dżentelmen na imprezie, któremu wszyscy dookoła mówią, że wypił za dużo i powinien oddać kluczyki do samochodu, ale on nikomu nie wierzy (JA? PIJANY?), a na koniec głośno beka i krzyczy: TO SPISEK, TO TA K..WA, MOJA ŻONA, WAS NAMÓWIŁA!

 

Zgred odnosi wrażenie, że nie on jeden tak postrzega szamotaninę władz jego kraju; utwierdza zaś go w tym wysyp memów, w których np. dyplomatyczne działania tych władz widzi się tak,

 

delegacje zagraniczne naszego kraju widzi się tak, 

 

w subtelnej aluzji jako rozwiązanie sugeruje się coś takiego,

 

a całą ostatnią sytuację podsumowuje się tak:


Tagi