RSS
czwartek, 10 marca 2016

Zgred z zainteresowaniem obserwuje, jak polityczna poprawność w polskich mediach mainstreamowych murszeje, kruszeje i zaczyna się sypać, wskutek czego publikuje się opinie jeszcze niedawno niepublikowalne.

Rzekł Jacek Pałkiewicz, parający się archaicznym nieco zawodem podróżnika (który widział  więcej świata niż ktokolwiek z nas byłby sobie w stanie wyobrazić), w wywiadzie dla WP:

- Poprawni politycznie europejscy liderzy zabrnęli w kwestii otwartości już tak daleko, że jest to wręcz chore. W ostatnich tygodniach widać jednak, że poszli już trochę po rozum do głowy i zaczynają korygować swoje spojrzenie na temat imigracji. Widzę to najlepiej na swoim przykładzie. Jeszcze do wczoraj piewcy wielokulturowości zarzucali mi nietolerancję, ksenofobię czy dyskryminację rasową. Mój drakoński stosunek do poprawności politycznej wzbudzał wiele kontrowersji. Dzisiaj powoli to się zmienia. Z satysfakcją obserwuję, że coraz częściej liderzy europejscy przecierają oczy, budząc się z tchórzostwa, i proszą śp. Fallaci o przebaczenie. Bo biernie akceptowali cyniczną demagogię integracji, bo wcześniej nie wiedzieli, że "Allach nie zezwala swoim wiernym na przyjaźń z niewiernymi". Boję się jednak, że jest już za późno i nie da się opanować sytuacji, która się wytworzyła.

[…] żaden z polityków nie ma odwagi, by powiedzieć to, co naprawdę myśli. Nie bacząc na destrukcję wspólnoty europejskiej, oni wolą asekurować się polityczną poprawnością. Także koniunkturalizm mediów każe zamykać oczy na realne zagrożenie ekspansji fanatycznego islamskiego radykalizmu. Moralna dwuznaczność staje się nieraz szlachetną cnotą, bo jak można inaczej myśleć kiedy niektórzy są bliscy stwierdzenia, że to "terroryści z CIA torturują bohaterów z Al Kaidy". To po prostu ideologiczne oszustwo. Tolerancja, czyli życzliwe otwarcie się, wymusza na nas rezygnację z własnych zasad, wypieranie się własnej tradycji, a niestety świat muzułmański o zamkniętej mentalności wcale nie śni o integracji. Muzułmanie zasiedlający nasz dom korzystają z dobrodziejstw państwa opiekuńczego i nie okazując poszanowania dla naszych wartości, narzucają swoje obyczaje, swojego Boga. Jak pokazują głośne incydenty – żądają usunięcia szopki bożenarodzeniowej z przedszkoli, czy krucyfiksu z klas szkolnych, bo "nagi trup straszy muzułmańskie dzieci". Nie potrafię ukryć irytacji, kiedy czytam, że spiker Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych Nancy Pelosi i sekretarz stanu Hillary Clinton nałożyły hidżab w czasie wizyty w krajach muzułmańskich, podczas gdy żony dostojników z tych regionów nie zdejmują go podczas swoich bytności na Zachodzie. Co innego Oriana Fallaci, która nie włożyła chusty nawet przed szyickim przywódcą duchownym Chomeinim. To były inne czasy, Zachód się cofnął. Ja dla przykładu od początku głośno mówiłem o tym, że trzeba rozeznać się, którzy ludzie wśród uchodźców naprawdę potrzebują pomocy, a którzy szukają w Europie zarobku. Dla mnie jest jasne, że w obliczu tak dużego problemu, jakim jest fala imigracyjna, nie należy kierować się paranoicznym political correctness, a rozumem. Trzeba też dostrzec, że na transporcie tych ludzi mafia zbija fortuny. W ręce przestępców trafia też lwia część z gigantycznych pieniędzy, które kraje Unii Europejskiej łożą na pomoc uchodźcom.  

niedziela, 06 marca 2016

Oto wiadomość z agencji prasowej z 6.03.2016:

Polacy muszą zaświadczać, że na promie będą się właściwie zachowywać

Jak stwierdziła w szwedzkim radiu SR Blekinge rzeczniczka Stena Line Polska Agnieszka Zembrzycka, – Polacy nie są narodem morskim, nie są przyzwyczajeni do pływania statkiem. [...]

W tekście podpisywanego przez
[polskich] podróżnych oświadczenia znajduje się pouczenie m.in. o zakazie odtwarzania muzyki z własnego sprzętu. W dokumencie poucza się, że "pasażerowie, którzy zakłócają spokój lub nie przestrzegają prawa albo przepisów porządkowych, mogą zostać zatrzymani w areszcie (na promie) przez resztę podróży".

Jesper Waltersson, rzecznik Stena Line Szwecja, podkreślił, że nie ma planów, aby wymóg podpisywania podobnych oświadczeń został wprowadzony dla podróżnych ze Szwecji. 


Zgred zawsze uważał, że Szwedzi, a właściwie Skandynawowie w ogóle, zupełnie nie potrafią się bawić. Stać ich najwyżej na jakieś wspólne muzykowanie, a przy konsumpcji alkoholu jakieś chóralne śpiewanie, bojaźliwi tacy, że baliby się puścić ze swojego radia dobrą, fajną muzykę, bo nie daj Boże komuś mogłaby się nie spodobać. Za cholerę fantazji nie mają. Nudziarze. Bez przerwy się czegoś boją. Wiadomo, protestanci.

13:09, tobiasz2013
Link Komentarze (3) »
Tagi