RSS
sobota, 29 marca 2014

Pół setki pilotów RAF przypomniało w piątek (...) bohaterów "wielkiej ucieczki" ze stalagu w Żaganiu. Ich prochy spoczywają w kwaterze brytyjskiej na Cytadeli. - Choć ta akcja wydarzyła się tyle lat temu, dla nas jest ciągle tak żywa, jakby to było wczoraj. Oni żyją w naszej pamięci - mówił prowadzący uroczystość.

Piloci RAF - wśród nich dwóch weteranów wojennych - wędrowali od poniedziałku z Żagania do Poznania. Szli w marszu, który miał upamiętnić 50 pilotów-uciekinierów, zamordowanych przez hitlerowców po ucieczce z tamtejszego stalagu w 1944 roku.

Tak zaczynała się prasowa relacja z wydarzenia, które miało miejsce w ten weekend. Rzecz dotyczyła upamiętnienia przez Royal Air Force pewnego sławnego (choćby z hollywoodzkiego filmu) epizodu II wojny światowej. Zgred, który zna całą tę historię, przeczytał rzecz z zainteresowaniem, a potem ogarnęło go oburzenie: co to za brutal kazał dwóm angielskim dżentelmenom (89 i 90 lat) w 5 dni przemaszerować 170 km? Wiadomo, że to wojenne pokolenie jest twarde, ale żeby aż do tego stopnia?

zdrożeni.wędrowcy: weterani Charles Clarke i Andy Wiseman

Ale żarty na bok. Pewien znajomy Zgreda mawia: "żurnalista jak nie skłamie, to przekręci" i coś niewątpliwie jest na rzeczy. Czasem też nie pomyśli, jak w tym przypadku. Nieco niżej Zgred znalazł jednak następujący akapit:

Niemiecka policja i gestapo schwytały aż 73 zbiegów. Pięćdziesięciu z nich - wśród nich wszyscy Polacy - zostało straconych w lasach pod Żaganiem. Rozkaz "likwidacji" podpisał osobiście Adolf Hitler. Ciała zamordowanych spalono w krematorium w Legnicy. Po wojnie odpowiedzialni za mord funkcjonariusze gestapo stanęli przed brytyjskim trybunałem w Hamburgu, który w 1947 r. skazał ich na kary śmierci lub długoletniego więzienia.

W ogólnych zarysach rzecz się zgadza. W ogólnych zarysach, bo:

1. Lotników stracono w bodaj 10 różnych miejscach, m.in. pod Kilonią, Monachium, Gdańskiem i Wrocławiem.

2. Adolf Hitler żadnego rozkazu nie podpisał, wydał go ustnie. W ogóle rozkazu na piśmie nigdy nie odnaleziono.

3. Zwłoki zamordowanych spalono w różnych krematoriach, zależnie od miejsca kaźni.

4. W 1947 r. przed sądem stanęła może połowa winnych. Większość pozostałych uniknęła kary.Ostatni proces obył się w r. 1968; przed sądem stanął szef Gestapo z Kilonii, odpowiedzialny za śmierć 4 z lotników. Dostał 2 lata.

Wszystko to są rzeczy znane i można do nich łatwo dotrzeć.

No ale: artykuł był "na wczoraj", może trzeba było odebrać dziecko z przedszkola, może teściowa chora... Przecież ogólnie wszystko się zgadza, prawda? Było ich 73? Było. Zabili 50? Zabili. Kto by tam przejmował się szczegółami! Jakby człowiek miał wszystko sprawdzać, to by z biblioteki nie wychodził!

W Ludowym Wojsku Polskim obowiązywała zasada: "sztuka jest sztuka". Może zresztą w wojsku III RP nadal obowiązuje. Bo w dziennikarstwie na pewno. 

sobota, 08 marca 2014

 

fot. Cecil Beaton

Był koniec listopada 1943 roku, i w Kairze nieprzypadkowo odbywała się właśnie Konferencja kairska. Uczestniczył w niej Roosevelt, Churchill i Czang-Kaj-szek. Generalnie chodziło o sprzątanie w Azji po wojnie, taka azjatycka Jałta po pobiciu Japonii. Wuja Józefa brakowało, bo nie chciał się spotkać z Czang Kaj-szekiem; zresztą z Rooseveltem i Churchillem i tak miał się witać (jak z gąskami) dwa dni później - w Teheranie.

 

Konferencja kairska, oficjalne zdjęcie.  Od lewej siedzą: Czang Kaj-szek z nieprzeniknioną miną Chińczyka, Roosevelt z nieobecnym spojrzeniem, Churchill z cygarem w ustach i pani Czang w butkach z wielkimi kokardami. Nasz bohater stoi sobie za panią Czang, po jedynej ręce mając marynarza z imponującym galonem na rękawie. To jego wybawiciel z Namsos Louis Mountbatten, który tymczasem został admirałem, mianowanym przez Churchilla Głównodowodzącym Operacji w Południowo-Wschodniej Azji.

Dokument podpisany w czasie Konferencji kairskiej nieopatrznie gwarantował Chinom zwrot Tajwanu, czego następcy Czang Kaj-szeka uporczywie się domagają aż do dziś, mając ku temu ową prawną podstawę.

 

Konferencja kairska, mniej oficjalne zdjęcie. Churchill przysnął,  Roosevelt pyta swojego generała, czy to zauważył (general zauważył), panią Czang bardzo ta sytuacja bawi, a nasz bohater uśmiecha się sarkastycznie i porozumiewawczo, tak, jak on to potrafi.

 

czasami w Kairze pozwalano naszemu bohaterowi usiąść.

Być może już wtedy Czang Kaj-szek zaczął darzyć naszego człowieka wielką sympatią; tak czy owak, kiedy Generał miesiąc później wylądował wreszcie w Chinach, został przez niego bardzo serdecznie przyjęty,

 

mimo zauważalnej różnicy wzrostu.

W Chinach i okolicach został Carton de Wiart przez trzy lata, zajmując się wojskową biurokracją i zapewne szefując tamtejszemu brytyjskiemu wywiadowi. Kiedy przyjechał w 1944roku do centrali, mianowano go tymczasowym generałem broni i jednocześnie generałem dywizji czasu wojny, a także komandorem Orderu Imperium Brytyjskiego, co pozwoliło mu dodać, na brytyjską modłę,  kolejny skrót za swoim nazwiskiem.

W Chinach Sir (tak, teraz już "Sir") Adrian spotkał się też z Mao Tse Tungiem, którego teraz uporczywie nazywa się Mao Zedongiem. Zjadł z nim obiad (pałeczkami?), wdał się z nim w pyskówkę, i uznał przeszłego Wielkiego Wodza za „niepoważnego fanatyka”.

Nudę pracy w Chinach powetował sobie wizytą na froncie birmańskim, gdzie pozwolono mu siedzieć  na mostku krążownika HMS Queen Elisabeth i przyglądać się ostrzałowi Sabangu w Holenderskich Indiach Wschodnich i walkom powietrznym między myśliwcami japońskimi a brytyjskimi startującymi z lotniskowców.

Oczywiście poleciał do Singapuru, żeby wziąć udział w akcie poddania miasta-państwa; takiej okazji nie mógł przepuścić. Zwłaszcza, że kapitulację od Japończyków przyjmował nie kto inny, tylko Lord Mountbatten. Poleciał też do Tokio, gdzie spotkał się ze słynnym amerykańskim generałem MacArthurem i jego słynną idiotyczną fajką.

Szwendając się tak po południowo-wschodniej Azji poczuł się zmęczony i poprosił o dymisję. Na emeryturę odszedł w październiku 1947, w ustawowym wieku 67 lat, w randze honorowego (tym razem) generała broni. Mimo, że jego przyjaciel Czang bardzo chciał go przy sobie zatrzymać, Generał postanowił wrócić do Europy.

 

zmęczony życiem Generał w obiektywie Cecila Beatona

No i wtedy jego Anioł Stróż, który już w młodości Generała kilka razy poważnie zaniedbał swoich obowiązków, znów przysnął.... Wracając do domu przez francuskie Indochiny i zatrzymując się w Rangunie (Birma, obecnie zakamuflowana jako Mjanma), Sir Adrian odwiedził kolegę, tamtejszego głównodowodzącego armią. Schodząc u niego ze schodów poślizgnął się na macie z włókien kokosowych tak skutecznie, że złamał sobie kilka kręgów w kręgosłupie. Przewieziono go do Anglii, gdzie przyszedł powoli do siebie. Przy okazji okazało się, że tkwi w nim tyle kawałków metalu rodem ze stalowni Kruppa, że z pewnością nie przeszedłby przez bramkę na żadnym współczesnym lotnisku. Lekarze licytowali się, który wyciągnie ich z Sir Adriana najwięcej.

W roku 1949 zmarła żona Generała, a on po dwóch latach znalazł sobie nową, o 23 lata od niego młodszą. I z tą młodą osobą spędził ostatnie lata życia w posiadłości Aghinagh House w irlandzkim hrabstwie Cork, łowiąc łososie, strzelając do bekasów,

 

a niekiedy też po prostu spacerując z psem, żoną i gwizdkiem (?)* na szyi

Generał Sir Adrian Carton de Wiart, VC, KBE, CB, CMG, DSO (kawaler Krzyża Wiktorii, komandor Orderu Imperium Brytyjskiego, kawaler Orderu Łaźni, Orderu śś. Michała i Jerzego i Orderu Zasługi Wojskowej) zszedł z tego świata 5 czerwca 1963 r. w dojrzałym wieku 83 lat.

Pochowano go co prawda na terenie jego posiadłości,

 

ale tuż za płotem miejscowego cmentarza.

Co po nim zostało? Głównie odznaczenia, które trafiły do izby pamięci jego macierzystego pułku (4-ty Dragonów) w Halifax, Yorkshire. Które zresztą ktoś stamtąd wkrótce buchnął. Jak ktoś się na tym trochę zna, to w dolnym rzędzie po prawej stronie wypatrzy nasze Virtuti Militari i dwa Krzyże Walecznych.


I książka, autobiografia Generała pod tytułem Happy Odyssey. Zobaczcie, kto napisał do niej przedmowę.

*jeden z Czytelników oświecił Zgreda, że to WABIK, nie gwizdek.

15:46, tobiasz2013
Link Komentarze (1) »
Tagi