RSS
niedziela, 20 grudnia 2015

Wśród pismaków, lemingów*, pogrobowców starego reżimu i innej hołoty biegającej do Brukseli na skargę daje się ostatnio zauważyć tendencja do robienia z Naczelnika Państwa potwora. Przypisuje mu się najróżniejsze diaboliczne cechy, wznieca się w ludziach strach przed Nim i sieje panikę. Zgred zupełnie tego nie rozumie, bo Naczelnik Państwa bardzo ludzki człowiek. I skromny. Specjalnie nosi się jak urzędnik samorządowy niższego szczebla, jakby chciał rodakom powiedzieć „wójta się nie bójta”.

 

Jak trzeba, to i nad chudobą się pochyli, bo los zwierząt szczerze Go obchodzi,

 

i piwa się napije jak każdy z nas, zadając kłam twierdzeniom, że za zmieniającą się rzeczywistością nie nadąża,

 

i kawał pieprzny opowie, bo programy kabaretowe w TV jak każdy z nas śledzi,

 

a z dobrego żartu się uśmieje, bo poczucie humoru ma, i jak każdy z nas pośmiać się lubi,

 

o ile nad losem Rzeczypospolitej się nie zaduma, bo wtedy mu nie do śmiechu...

 

Ale niech premier czy inny prezydent przez swoją ślamazarność czy brak zrozumienia Jego intencji sprawi Mu zawód, albo ktoś zacznie się znów czepiać Jego SKOKów ulubionych,

 

oj, to potrafi tak po ludzku wpaść w złość!

 

Jak każdy z nas**.

___________________________________________________________

* o lemingach wpis z 21.01.2013.

** a wpis z 25.05.2015 wcale nie o NP!

piątek, 11 grudnia 2015

Zgred bardzo niechętnie odniesie się do aktualnych wydarzeń, bo coraz bardziej jest przekonany, że nadrzędnym kryterium oceny wszelkich aspektów rzeczywistości powinien być smak. A ów podpowiada mu, że świadek tego, co się dzieje w kraju nad Wisłą nie ma wyboru, może tylko

…wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo

Można też powtarzać: „A nie mówiłem?”, ale to dość jałowe.

Więc Zgred włączy się w ogólnonarodową dyskusję na swój własny sposób.

 

1. Każdy język ma słówka, których odpowiedników nie znajdzie się w innych językach, i których tłumaczenie wymaga użycia kilku, a w skrajnych przypadkach kilkunastu wyrazów. Na przykład w japońskim jest jedno słowo na zjawisko, które w polszczyźnie funkcjonuje w wierszyku „z tyłu liceum, z przodu muzeum”. A język niemiecki, znany z generowania niezwykłych niekiedy, ale udatnych słów złożonych,  ma urocze słowo Sitzfleisch, które oznacza coś, czego posiadanie jest człowiekowi absolutnie niezbędne do bycia naukowcem, osobliwie w naukach humanistycznych.

Słowo, które Zgredowi ostatnio często przychodzi do głowy, to „hucpa”. Pochodzi ono z języka aramejskiego (hūspā) i przywleczone zostało do Europy (a stamtąd też za Wielką Wodę) poprzez Yiddish,  w którym funkcjonuje (funkcjonowało?) jako khutspa. Słowo to, różnie w różnych miejscach na świecie zapisywane, oznacza, w wolnym, ale dość precyzyjnym tłumaczeniu „bezczelność taka, że opadają ręce”. 


2. Od pewnego czasu zewsząd słychać jazgot, że szykuje się zamach na konstytucję, która zostanie zmieniona w jakiś straszny sposób. Jazgoczący mądrale niech sobie przypomną, że mogli byli dawno przeforsować proste prawo, obowiązujące w krajach kręgu kulturowego racjonalniejszego niż nasz, mianowicie, że zmiana konstytucji może wejść w życie dopiero, jeśli przyklepie ją NASTĘPNY parlament. Proste? Genialne w swojej prostocie? Hamujące faszystowskie, dyktatorskie, totalitarne (niepotrzebne skreślić) zapędy?

Nie ma takiej możliwości, żeby zawodowi politycy w kraju nad Wisłą o tym prostym tricku nie wiedzieli. Jeżeli o nim się nawet nie zająknęli, widocznie było im to WYGODNE. Więc niech teraz nie jazgoczą, tylko wezmą na klatę skutki swojej głupoty.

 

3. Zgred języka angielskiego co prawda nie zna, ale intuicja mu mówi, że w inskrypcji poniżej może być zawarta jakaś myśl.


10:47, tobiasz2013
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 grudnia 2015

Od pewnego czasu nad gustami Polaków pracuje niejaki Springer Filip. Zręcznie używając ukochanego słowa wszystkich artystów, czyli przestrzeń, z pozycji kanapy  prawi on siermiężnemu naszemu narodowi, co jest w dobrym guście, a co nie. O dziwo, uprawiając ten swoisty terroryzm estetyczny, zastraszył już niemałą grupę kręcących się w taki czy inny sposób koło Sztuki osób.

Ostatnio wziął na celownik stajnię dla jednorożców w mieście Łodzi.

Zgred początkowo myślał, że  Arbiter Dobrego Gustu ma coś przeciw owym biednym zwierzętom (uraz z dzieciństwa?), albo wprost przeciwnie, chodzi mu o to, że przez swoją ażurowość narażałaby ona delikatne przecie stworzenia na przeciągi, przeziębienia i w konsekwencji wczesny zgon, ale nie, okazało się bowiem, że mamy tu do czynienia z wiatą tramwajową.


fot. Filip Springer

Okazało się, że Architektoniczny Wychowawca pochyla się nawet nad czymś z pozoru tak banalnym, jak tramwajowa wiata, która przez swoja secesyjną lekkość i barwność  jest dla dlań symbolem fatalnego gustu. Delikatne kolory albowiem zwalcza FS już dawna na przykładzie bloków malowanych na pastelowe barwy, co nazywa „pastelozą”.

Nie miejsce tu rozstrzygać, co jest w dobrym guście, a co w złym, ale Zgred docenia przynajmniej ową z góry skazaną na niepowodzenie, ale przecie podjętą próbę uczynienia blokowisk, ohydnych przecie z definicji, znośniejszymi dla oka.

FS wpisuje się w pewną tradycję, w której silne jednostki terroryzują całe rzesze ludzi, którzy nie są na tyle pewni swego artystycznego gustu, by mieć na każdy temat wyrobione własne zdanie. Zjawisko to częste jest w literaturze. Niemieckimi gustami przez dziesiątki lat zarządzał niejaki Reich-Ranicki, który namaszczał jednych, a strącał w niebyt innych pisarzy, na naszym podwórku odpowiednikiem był Henryk Bereza, a aktualnie jest niejaki Dunin-Wąsowicz.

FS aspiruje do tego, by zarządzać zbiorowym estetycznym smakiem w podobny sposób. Z elitami już mu wychodzi, ale gust masowy w naszym siermiężnym kraju trzyma się krzepko na swoim ustabilizowanym, niskim poziomie. I to nie tylko w kwestii muzycznej, czy pomnikowej, ale także politycznej, o czym świadczy oddanie kraju w ręce facetów, po których widać, że nie jest to „brabanckiej szlachty kwiat”, że są nasi,  nasi aż do bólu. Swojscy jak jasna cholera.

Tagi