RSS
środa, 27 listopada 2013

Ludzie, hodujcie indyki, bo to tylko kwestia czasu.

Jak ktoś dziesięć lat temu zainwestował w wielkie czerwone pluszowe serca, dla których nikomu jeszcze nie udało się znaleźć zastosowania, zbędne kubki w ohydne czerwone serduszka, czerwone gatki ze stosownymi, jakże słodkimi inskrypcjami i tym podobne akcesoria, otoczenie pukało się w głowę. A teraz co? Ci najbardziej łebscy jeszcze nie wrócili z wakacji na Malediwach.


Jak niektórzy włościanie poszli w dynie, stateczni ich sąsiedzi pukali się w głowę. Dynie? W pszenno-buraczannej ojczyźnie naszej? Mądrale nie słuchali, i tego roku dynie w Polsce obrodziły jak nigdy. I co? Wszystkie ZESZŁY.


Niedawno delegacja dyrektorów największych supermarketów załatwiła sobie audiencję u nuncjusza. Delikatnie sondowali możliwość przesunięcia Wszystkich Świętych (i tego tam za dusze) na okolice 1 września, bo święta te trochę przeszkadzają w skutecznym handlowaniu, start kampanii bożonarodzeniowej niepotrzebnie opóźniają. Nuncjusz życzliwie wysłuchał, ale powiedział, że musi zasięgnąć opinii Centrali. A wszyscy przecie widzą, że ludność już nie może się doczekać. Dzieci przyuczone, już widzą, że Santa Claus (kiedyś nazywał się św. Mikołaj, ale to trochę wiochą trąci) wykrzykuje „Ho, ho!”, i że ma renifera, co nie wiedzieć czemu ma Rudolf na imię, że ten Rudolf ma jakąś przypadłość, która skutkuje czerwonym nosem, i że skarpetę trzeba wystawiać…

Złośliwe języki wygadują, że czerwone ubranko Santa Clausa wzięło się z reklamy Coli (nie tych bakterii, tylko takiego płynu do odrdzewiania), bo złośliwi zawsze się znajdą, co prawdziwej tradycji uszanować nie potrafią.

Ale postępu nie zatrzymają.

Hodujcie więc indyki, za rok o tej porze będą jak znalazł!


21:13, tobiasz2013
Link Komentarze (1) »
sobota, 23 listopada 2013

Zgred jakoś nie zauważył, żeby ktokolwiek podjął temat daleko- i szerokosiężnych skutków istnienia Żelaznej Kurtyny, a są one nad wyraz interesujące. Zgred nie przepada za historią alternatywną, fikcją historyczną, czy historią fikcjonalną – jak go zwał, tak go zwał, rozważania na temat „co by było, gdyby” wydają mu się jałowe i nudnawe. Jest jednak pewien fragment najnowszej historii który doświadczył go na tyle boleśnie, że często sobie o niej na różne sposoby duma.


Uncle Joe (siedzi pierwszy od prawej) doskonale się bawi

O skutkach istnienia Żelaznej Kurtyny sporo się już pisało – wiadomo, tu, w tym naszym środkowoeuropejskim grajdołku i dalej na wschód, to jej właśnie zawdzięczamy choćby zapóźnienie ekonomiczne i co za tym idzie, polityczno-kulturowe. Wszystko, oczywiście, w zgodzie z niemodną teorią: zapóźnienie bazy i w konsekwencji nadbudowy. Dość nędzny byt wykształcił dość nędzną świadomość, z którą do dziś się borykamy… To oczywiście żart (więc niech mi marksiści nie wytykają, żem ich filozofię uprościł i zwulgaryzował), ale tylko do pewnego stopnia.


Tak czy owak, kiedy się popatrzy na współczesną Europę, dają się zauważyć pewne interesujące skutki istnienia Żelaznej Kurtyny także po jej stronie zachodniej. Są histerycy, którzy widząc w swoim kraju coraz to nowe meczety wieszczą rychły koniec świata chrześcijańskiego, trzeszczącego pod naporem Islamu. Dla sprawiedliwości należy dodać, że są lub były wśród nich wielkie nazwiska, takie jak Fallaci. Tę łagodną na razie paranoję (?) umiejętnie podsycają populistyczni politycy, których głos brzmi w Europie coraz donośniej.

A teraz wyobraźmy sobie, co by było, gdyby po II wojnie światowej Wuj Józef wspomagany przez kolegów w innych częściach świata nie spuścił z hukiem owej żelaznej zasłony   jak przeciwpożarowej kurtyny oddzielającej scenę, na której trwało już powojenne przedstawienie od widowni, która tylko z odgłosów stamtąd dobiegających mogła się orientować, dokąd zmierza cywilizowany świat…


No cóż, skrzętnym i pracowitym Niemcom podnieść na nogi ich zrujnowany kraj pomogliby zapewne wschodni Europejczycy, nie Turcy. Może nie Polacy (przynajmniej nie w pierwszym pokoleniu), ale Bułgarzy, Węgrzy, Rumuni… Kogo zaimportowaliby Brytyjczycy? Pewnie nie Pakistańczyków, ale np. nas, Polaków, w imię odwiecznej przyjaźni. Kogo wreszcie sprowadziliby do pracy inni pracowici protestanci (pozdrowienia dla Maxa W.) z Północy, jak myślisz, Czytelniczko, jak myślisz Czytelniku?

Zgred nie jest na tyle naiwny (bo ma na tyle wiedzy historycznej) by wierzyć, że zahamowałoby to parcie biednego Południa ku bogatej Północy – wędrówki ludów nikt jeszcze w historii nie zatrzymał  ale niektórych złych snów, które trapią dzisiejszą Europę udałoby się uniknąć. Przynajmniej na jakiś czas. Na kilka pokoleń. Przynajmniej bylibyśmy spokojniejsi o nasze dzieci i wnuki, bo któż wybiega dalej w przyszłość?

"Nie wszystek umrę..."

poniedziałek, 11 listopada 2013

Wszyscy wiemy, że Matejko Jan wielkim malarzem był. I najpolskim z polskich. Niektórzy mówią, że to pół Czech, pół Niemiec, ale to głupi jacyś ludzie są! Pepik by malował największe wydarzenia z dziejów Ojczyzny naszej? Albo Helmut? Nasz ci on, prawdziwy Polak. I jaki aktualny! Ojczyzna w niebezpieczeństwie, suwerenność już utraciła, albo lada dzień utraci, a Matejko nam przypomina, jacyśmy wielcy byli. I ostrzega. Jak na tym obrazie, gdzie Skarga Piotr kazanie wygłasza! A taki pozytywny gość ten Skarga był. I SKOK pierwszy założył, i lombard otworzył, i celibatu przed środowiskami liberalnymi bronił...


Teraz to by się w grobie przewrócił! Gendery i inne takie Ojczyznę naszą do zguby prowadzą. I prześmiewców tylu. Ot, co z Matejkowego Skargi zrobili, tfu! 


niedziela, 03 listopada 2013

We Frankfurcie nad Menem, niedaleko pewnego skwerku, stoi wielka przezroczysta klatka, a w niej stoi staromodne krzesło przy staromodnym biurku, na którym stoi staromodna lampa  i staromodny metronom, wszystko z lat dwudziestych, czy trzydziestych. No i leży jakaś książka. I jakieś papiery. Wpadlibyście na to, żeby komuś wystawić taki pomnik?  I to używając jego własnych mebli? A Niemcy wpadli.


Pomnik ten wystawili człowiekowi, który już w roku 1936, przyglądając się zjawisku muzyki jazzowej, opisał je z punktu widzenia socjologa w artykule pt. Über Jazz, i opublikował w przyciężkawym piśmie Zeitschrift für Sozialkunde. W jazzie zobaczył produkt przemysłu rozrywkowego, będącego dla niego systemem, poprzez który kontroluje się społeczeństwo…

Tak, tak... Ciekawe co by przenikliwy Teodor powiedział dzisiaj, kiedy ekspansja rzeczonego przemysłu zglobalizowała już cały świat, w coraz większym stopniu pozbawiając poszczególne kraje, regiony, ba, kontynenty, dawnych indywidualnych cech? Pewnie nic. Pokiwałby tylko głową.

Chociaż… Gdyby obejrzał w TV kolejne mutacje Big Brothera, w których gdzieś się zamyka, czy posyła grupę rozrywkowych i gotowych na wszystko młodych osób rekrutowanych „z ludu”, i co z tego dla międzynarodowego widza wynika, mógłby być w szoku.

Może zobaczyłby w nim, tak jak jego apologetka  ABR, rozrywkę dla klasy średniej – ludzkie safari dla mieszczuchów, którzy w ten sposób mogą sobie wirtualnie pomarzyć o prostym życiu bez zobowiązań, spędzanym na beztroskiej zabawie i orgii. [W której uczestnicy] występują w roli zdrowych i wesołych zwierząt, co stanowi ostatnie wcielenie mitu ludowej prostoty.

Ciekawe, czy by się pod tym podpisał?

Taaaak… Przenikliwy Teodor doszedł do swoich konstatacji siedząc na staromodnym krześle, przy swoim staromodnym biurku, i przelał je na papier oświetlony staromodną lampą, być może słuchając przy tym miarowego tykania swojego metronomu. Nie aplikował (jak się dziś to pięknie po polsku nazywa) o żaden grant na badania rozwoju ludzkich społeczności, bo takowego wtedy nie było. A jakby był, to i tak nikt by mu go nie dał.

A mimo to ma zapewne największą liczbę cytowań w socjologicznym piśmiennictwie poświęconym kulturze, i tak już zostanie.

No i ma ten swój pomnik.

15:00, tobiasz2013
Link Dodaj komentarz »
Tagi