RSS
poniedziałek, 27 lutego 2017

Zgred się już w modnym temacie, tzn. o wszelkich post- wypowiadał, czas oddać głos mądrzejszym od niego. Np. profesorowi Łukaszowi Turskiemu, w wywiadzie Roberta Walenciaka. Zgred żywi duży szacunek do fizyków i w ogóle do umysłów ścisłych, bo uważa, że oni więcej rozumieją, podczas gdy wszelkiej maści humaniści uwielbiają zaciemniać słowami i tak już ciemne obrazy. Nie wszyscy, oczywiście, ale zawsze.

W odróżnieniu od Zgreda, Profesor jest optymistą, co widać na samym końcu. Chyba chce nas pocieszyć?

[…] czuję się dość kiepsko. Głównie z tego powodu, że większość toczących się w tej chwili debat – żeby było jasne: nie tylko w Polsce, bo sytuacja nie jest ograniczona do naszego kraju – okazuje się niesamowitym triumfem nieuctwa. To, co ma miejsce w tej chwili na świecie, jest w dużej mierze efektem intelektualnego rozprężenia z lat 70. i 80. poprzedniego stulecia, kiedy nagle odpuściliśmy sobie pewne reguły gry. Dużą odpowiedzialność ponoszą za to ludzie, którzy wtedy mówili, że są różne prawdy.

Tu Zgred skromnie zauważy, że na ów odwrót od racjonalnego, opartego na nauce myślenia zwracał już PT Czytelnikom uwagę we wpisie z 17 grudnia 2016...

[…] Część ludzi została wychowana w przekonaniu, że nie ma reguł. Że jest postprawda, jakaś "narracja". Oni panicznie boją się tego, co się dzieje. Proszę popatrzeć, co się wydarzyło na tych różnych facebookach, w tzw. mediach społecznościowych. Otóż są one zalane postprawdą. To dlatego, że użytkownicy nie potrafią odróżnić, co jest prawdą, a co nie. Przepraszam, a gdzie mieli się tego nauczyć? Nie mogli się nauczyć, bo odpuściliśmy uczenie dzieci i młodzieży, że prawda jest obiektywna. Obecny kryzys światowy ma w moim przekonaniu bardzo prostą przyczynę – to efekt wielkiego błędu edukacyjnego, tego, że nie nauczyliśmy się podstawowych reguł. A jest zupełnie nieistotne, czy powstały one same z siebie, w rozwoju społecznym, czy są z boskiego nadania. Nie mów fałszywego świadectwa – nie ma znaczenia, dlaczego ktoś nie kłamie. Ważne, żeby nie kłamał. Bo jeżeli uzna pan, że mówienie prawdy i kłamanie to różne narracje, będzie pan miał będzie pan miał dzisiejsze konsekwencje.


[…] jechałem [samochodem], włączyłem radio. I właściwie to powinienem po półgodzinie się zatrzymać i powiesić na latarni. Bo zasypały mnie informacje. I to jakie! Że ktoś wdarł się na wieżę kościoła i zastrzelił trzy zakonnice, ktoś inny podpalił supermarket, gdzieś zawalił się most… Liczba tych informacji była nieprzytomna. I można było się im poddać albo nauczyć się mieć filtr, który ten chłam zatrzymuje. Tego właśnie trzeba uczyć dzieci w szkole – patrzenia na świat, odróżniania rzeczy poważnych od chłamu. Jedna część tych informacji była niepotrzebna, druga powiększona poza rozsądek, a trzecia była kłamstwem. Naprawdę ważne jest, żeby wiedzieć, jak filtrować informacje, więc dzieci trzeba uczyć zupełnie inaczej.

[…]  wykształcenie daje ów filtr. On jest najważniejszy! Zdolność oddzielania prawdy od chłamu jest ważniejsza niż znajomość logarytmów czy historii wojen i powstań. Dwa razy dwa równa się cztery. A gdybym powiedział, że równa się pięć, to nie byłaby inna narracja, prawda alternatywna czy postprawda, tylko zwykła bzdura!


[…] Jestem też przekonany, że te całe media społecznościowe się uporządkują. Postprawda z nich zniknie. No, może nie zniknie całkowicie, ale będzie takim samym marginesem jak różne gazetki sensacyjne. One zawsze istniały, ale nie odgrywały większej roli.

Tagi: postprawda
13:32, tobiasz2013
Link Dodaj komentarz »
piątek, 10 lutego 2017

Babcia Zgreda miała szereg powiedzeń, które jakoś jej porządkowały świat i zrozumienie go czyniły łatwiejszym, a niełatwe jej życie na tym łez padole znośniejszym. Jednym z nich było: „Jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści”*. Odkąd Zgred usłyszał je po raz pierwszy, nie przestał się zastanawiać, co takiego Pan Bóg miałby z tego kija wypuścić. W wersji pacyfistycznej zapewne zielone gałązki, w wersji militarystycznej np. ołowianą kulę, spekuluje Zgred.

Powiedzenie Babci Sabiny mogliby spokojnie nieść na sztandarach jako swoje hasło wszyscy ci, którzy przyłączyli się do triumfalnego pochodu Postoświecenia © maszerującego właśnie przez Polskę. Nieco o tym pojęciu w przedostatnim poście tego blogu.

Warunki do tego pochodu w Przywiślańskim Kraju mamy sprzyjające. To wszak u nas, że Zgred zacytuje jako klasyka samego siebie, „wiara w cuda jest powszechna i nie mówimy tu tylko o wsi polskiej, gdzie co rusz komuś objawia się Najświętsza Panienka w postaci plamy na szybie, czy rysunku w korze gruszy albo innej śliwy”.

 

Duch Babci Sabiny unosi się ostatnio nad rodzimym wojskiem. Oto minister obrony narodowej głosi, że „siła Polski leży w polskiej armii,  (...), ale siłę tej armii stanowi wielka wiara narodu polskiego”.

 

minister obrony narodowej Przywislańskiego Kraju

Zgred jest może staromodny, bo uważa, że siłę armii stanowią kompetentni dowódcy, nowoczesny sprzęt wojskowy i żołnierze, którzy potrafią go obsługiwać, ale Zgreda, niedowiarka, trudno zadowolić.

Duch Babci Sabiny natchnął ostatnio Grupę Energa, która, decyzją zarządu, postanowiła zawierzyć się Bożej opatrzności i Matce Najświętszej Gromnicznej**. W związku z tym wiceprezes ds. korporacyjnych Energi wyraził nadzieję „że nie zabraknie nam tego boskiego bożego prądu na naszej drodze, tego bożego światła. I że nasza firma będzie się rozwijać, będzie bezpieczna, będzie chroniona Bożą pomocą, pomocą wszystkich świętych, także św. Michała Archanioła”.

 

Zgreda trochę uspokoiło, że włączono w to także Michała Archanioła, bo to trochę facet, a faceci jednak lepiej się na prądzie znają od kobiet, ale lekki strach pozostał. Jako klasyczny niedowiarek Zgred wolałby, żeby obsługująca go spółka energetyczna bardziej polegała na sprawności swoich urządzeń i inżynierów niż na zapalanych w potrzebie gromnicach, ale Zgreda, jak już tu stwierdzono, trudno jest zadowolić.


certyfikowany przez Energę sprzęt oświetleniowy do użycia w razie awarii, a nawet bez, jako zastępczy

Zgred boi się tylko, że notowania naszego kraju Tam Na Górze mogą spadać, bo mimo wysiłku władz  spada ponoć w narodzie religijność. Dowodem na to miałaby być zmniejszona liczba wiernych na niedzielnych mszach i różne inne zjawiska, jak na przykład większa portalowo-prasowa popularność epizodu z prezydentem i sempiterną piosenkarki Rabczewskiej Doroty, niż odbywający się mniej więcej w tym samym czasie doniosły akt intronizacji Chrystusa na króla Polski. Fakt, że po latach przerwy mamy znów króla, umknął jakoby uwadze poddanych.

 

Król na skalę naszych możliwości

Ale tak mówią złe języki, a tych w Królestwie Polskim nie brakuje.

 

-------------------------------------------------------------------------------------

* W wersji dla zamieszkujących nasz kraj innowierców brzmi to m.in. „Jak Allah dopuści, to i z kija wypuści”, ew. „Jak Jahwe dopuści, to i z kija  wypuści”.

 ** PS: „Spółka na wniosek opolanina Radosława Pierzgi była zmuszona ujawnić koszt organizacji uroczystości. Energa wydała na nią dokładnie 12051,60 zł. Pracownicy ofiarowali kielich mszalny, kosze z winem, owocami i chlebem. Koszt tych darów to 5436,60 zł. Na dowiezienie pracowników na mszę firma wydała 1080 zł”.

12:19, tobiasz2013
Link Komentarze (1) »
Tagi