RSS
czwartek, 26 lutego 2015

Już drugi tydzień w ogólnopolskich mediach odgrywany jest serial pt. „Pożar Mostu Łazienkowskiego”. Wiadomości o aktualnej sytuacji Mostu i mieszkańców Stolicy w związku z Mostem, podawane są jako pierwsze. Niekiedy żurnaliści stwierdzają, że może nieco za dużo Mostu, reflektują się i przesuną wiadomość o nim za wiadomość inną – np. o Drugiej Linii Metra (jest już pół metra), albo o usytuowaniu któregoś stołecznego Pomnika – już to Ofiar Spisku, już to Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Nie schowasz się przed tym, słuchaczu i widzu. O Moście będziesz informowany dokladnie i wyczerpująco, takoż i o innych wydarzeniach w tym mieście.


No bo, Drogi Czytelniku, Polska to Warszawa, jakbyś nie wiedział. Wsłuchaj/wpatrz się w media, a rychło się dowiesz. Jak jest debata o liceach, czy usłyszysz uczniów z Mszany Dolnej? Nie, będą to uczniowie z Batorego. Jeśli jest o czymkolwiek innym i trzeba sięgnąć po autorytet profesorski, czy będą to profesorowie np. z Wrocławia? Nie, oni będą z Uniwersytetu Warszawskiego, albo którejś ze stołecznych Wyższych Szkół Czegoś i Czegoś. Na ulicy ktoś ma się wypowiedzieć? Warszawiak z dziada pradziada, bądź tego pewien.

Zgred nie wie, jak to było przed wojną (mimo zaawansowanego wieku kiepsko te czasy pamięta), ale opisywane wyżej zjawisko zaczęło się może dopiero od hasła „Cały Naród Buduje Swoją Stolicę”. I tak już zostało, Naród przeniósł się do Warszawy żeby budować, i tam tkwi do dzisiaj.

Kurde, nie wiadomo, kto w tym kraju uprawia ziemię i hoduje świnie, żeby ten ciężko doświadczony przez Pożar Mostu warszawski Naród wyżywić, kto fedruje na przodku i tyłku, żeby ten Naród ogrzać, pewnie krasnoludki?


świnia rasy PBZ (Polska Biała Zwisłoucha)

Tu ktoś oskarży Zgreda, że nie szanuje woli odbudowania (i wyposażenia) całkowicie zniszczonej po wojnie Stolicy. Ależ szanuje, choć nie wszystko rozumie. Wyrąbywanie marmurów z Zamku Książ celem upiększenia Pałacu Kultury można ostatecznie pojąć, bo były przecie podejrzenia, że Dolny Śląsk jest nasz tylko tymczasowo, wywożenie dzieł sztuki z Gdańska do Warszawy podobnie, ale dlaczego w Warszawskim Sejmie znalazło się wyposażenie Zamku z Poznania? Może dlatego, że to był zabór pruski, więc zniszczone przez Niemca umeblowanie sprawiedliwość dziejowa nakazywała zastąpić poniemieckim?

Więc Cały Naród Budował Swoją Stolicę do wtóru pieśni masowych, a tymczasem mieszkańcy wspomnianego Poznania po cichutku odbudowali swoje miasto (w końcu zniszczone zaledwie w 50%, więc była to bułka z masłem), podnieśli z gruzów całą swoją Starówkę nikomu nic nie mówiąc, pieśni masowe śpiewali przy tym po cichu, współzawodnictwem pracy się nie przejmowali, po prostu wysprzątali swoją chałupę i tyle. No i wtedy dopiero przenieśli się (?) do Warszawy.

To ciekawe skądinąd zjawisko psycho- i socjologiczne. Przeniósłszy się do stolicy i zostawiwszy za sobą ino te wspomniane krasnoludki, Naród natychmiast przejął tamtejszy sposób myślenia. Cierpienie Polski to cierpienie Warszawiaków, którzy aktualnie muszą jeździć objazdami. A że komuś muszą się poskarżyć, skarżą się na ogólnopolskiej antenie sobie nawzajem, tyle, że rzeczone krasnoludki też mogą tego posłuchać i mieszkańców Stolicy pożałować. Lekko oni nie mają. Korki, objazdy, wykopki, protesty. Cierpi ten Naród strasznie. Wydłubując ze słoików zrobione gdzieś na Dzikich Polach (przez krasnoludki) gołąbki, wzdychają ciężko nad losem tej Polski, w której przyszło im żyć.

I w której być może te 36 000 000 niewdzięcznych krasnoludków wcale ich nie docenia, mając gdzieś ich Most Łazienkowski, ich drugie Pół Metra i ich pomnik Siedmiu Braci Śpiących.

piątek, 20 lutego 2015

Miesiąc temu Zgred podawał przykłady osobliwych nakryć głowy, które ludzkość w swojej historii zdolna była (i jest) na siebie nałożyć. To, co ludzkość nosi(ła) na głowie to jednak nic w porównaniu z tym, co potrafi założyć na nogi! A właściwie to, nie czarujmy się, co potrafi na siebie nałożyć ta piękniejsza część* ludzkości. Owa część jest mianowicie skłonna włożyć na siebie wszystko, o ile miarodajne czynniki przekonają ją, że jest to conajmniej modne, o ile nie absolutnie niezbędne im do szczęścia, co czasem wychodzi na jedno.

Ekstremiści twierdzą, że niektóre fragmenty modnej garderoby są niekiedy dowodem na to, że pewni nieheteronormatywni dyktatorzy mody w skrytości ducha kobiety nienawidzą i pragną w ten sposób je oszpecić. Zgred w to oczywiście nie wierzy, ale są rzeczy, których racjonalnie wytłumaczyć się nie da.

Od kilku lat na przykład rekordy popularności biją australijskie botki (?) UGG.

 

 

Niektórzy twierdzą, że pierwotnie były to improwizowane przez australijskich baców czy juhasów ochraniacze na nóżki owiec w terenie, gdzie ich raciczki łatwo mogłoby się zapaść i, nie daj Boże, utknąć. Ponieważ klecono je z owczej skóry, byłaby w tym, przyznacie, pewna perwersja.

  

Istotnie, skonstruowane są tak, żeby zszyć je mógł nawet ktoś całkowicie pozbawiony zdolności manualnych, z wszystkimi tego estetycznymi konsekwencjami. Widać to na przykład przy porównaniu z syberyjskimi walonkami: buty UGG nigdy nie osiągnęły ich niewymuszonej elegancji.

 

Początkowo w głowach producentów, w końcu racjonalnych ludzi, nie mieściło się, że to naprawdę może chwycić.  Byli nieufni i ostrożni, więc produkowali je w kolorach stonowanych, by broń Boże nie ściągać na nie uwagi postronnych. Skoro kobiety chcą je nosić, ich sprawa, ale lepiej, żeby ludzie im się specjalnie nie przyglądali.

  

Kiedy jednak toto naprawdę chwyciło, przestali się hamować.

 

Jak widać z powyższego obrazka,  zaczęto je wykonywać także w rozmiarze midi; naturalną koleją rzeczy pojawiła się więc wersja mini, najbardziej estetycznie ekstremalna.

 

A nawet liczne odmiany wieczorowe.

 

Nie wiedzieć czemu, wygodne owo obuwie zyskało sobie z czasem coraz więcej przeciwników.

"Są kobiety tak urodziwe, że dobrze wyglądają nawet odziane w worek po kartoflach.

 

W worek po kartoflach może tak", dowodzili.

Protesty przeciwników UGG były bardziej...

 

…lub mniej subtelne.

 

Albo nieco obcesowe, żeby nie powiedzieć brutalne.

 

Niekiedy przybierały nawet formę krzyku rozpaczy

 

Istotnie, buty te może i łatwo się odkształcają,

 

no, ale nie każda potrafi je nosić z taką oto gracją:


_____________________________________________

* pierwotnie Zgred napisał „połowa”, ale od niedawna nie jest to już takie oczywiste.

 

 

20:43, tobiasz2013
Link Komentarze (1) »
czwartek, 05 lutego 2015

Cytat z Igora Nazaruka („Metro-Warszawa”, przedruk gazeta.pl), 23.01.2015:

Paderewski w „Bristolu” sformułował rząd i wraz z Józefem Piłsudskim powołał pierwszy suwerenny parlament. 

Cytat z profesora, (a może tylko dr hab.) od historii, program II, audycja poświęcona Churchillowi z dnia 24.01.2015:

Churchill, podobnie jak Stalin, cokolwiek by o nim powiedzieć, był pragmatykiem politycznym, obydwoje zresztą pod tym względem byli sobie równi.

A ileż to razy słyszeliśmy określenia typu:

półtorej miesiąca?



Ileż to razy słyszeliśmy zdania typu:

Będąc młodą lekarką, wszedł raz do mnie pacjent? (ostatnio w wykonaniu byłego czytacza wiadomości telewizyjnych, który dzięki tej posadzie awansował na głównego komentatora wydarzeń w świecie, co dziwne, ale w Polszcze nagminne)

albo:

Powinniśmy głośniej protestować, kiedy anektowali Krym?

Zapewne każdy z Was mógłby wskazać swoje ulubione kaleczenie polszczyzny…



Cóż, język się upraszcza. Ton nadaje dziennikarski półinteligent, który niegdyś, usłyszawszy słowo ekstrema, wyobraził sobie, że to rzeczownik rodzaju żeńskiego, tak zresztą, jak półtora. Który nie tak dawno z lubością zapożyczył molestowanie, nie wiedząc, że to słowo od dawna ma w języku polskim obywatelstwo (i znaczy zupełnie co innego), bo w młodości lektur nie czytał, tylko oglądał na ekranie telewizora. Który w sformułować i sformować nie widzi różnicy, dla którego zbędne jest rozróżnienie między oboje i obaj… Ten sam żurnalista chętnie zaprosi do studia znanego politycznego celebrytę wagi bardzo ciężkiej, który, upajając się własnymi słowami (lub też, jak mówi młodzież, pławiąc się w swojej zajebistości), mówi:

No jak chcom, to niech tak zrobiom!


Zgred nie ma wielkich złudzeń: wraz z upadkiem kultury słowa pisanego rozróżnienie między powinniśmy i powinniśmy byli zaniknie, tak jak zanikł czas zaprzeszły. Tak jak ostatecznie sczeźnie zaimek na rzecz wszechobecnego . Tak jak zaniknie subtelne genderowe rozróżnienie między obaj, oboje i obie, w końcu inne języki jakoś sobie bez niego radzą. Cóż, język żyje i stale się zmienia. A jednak żal.

„A jednak żal, że tu w drzwiach nie pojawi się Puszkin…”

13:20, tobiasz2013
Link Dodaj komentarz »
Tagi