RSS
sobota, 14 lipca 2018

Zgred jest niekiedy oskarżany o bycie e-wykluczonym., więc żeby zadać temu oskarżeniu kłam, postanowił przyłączyć się do wiralizacji* pewnego kontentu**, który ostatnio tu i ówdzie się pojawia.

W razie wątpliwości: kontent ma znaczenie wyłącznie historyczne i odnosi się do lat 30-tych zeszłego wieku, ale Zgred historią interesuje się nie od dziś, a poza tym to jego blog i może do niego wtrynić co mu się żywnie podoba. Nawet tych magików poniżej.

 

PORADNIK WPROWADZANIA DYKTATURY

  • zdiagnozować problemy najbiedniejszych i najmniej wyedukowanych
  • dać im wroga, najlepiej kilku, będących w zmowie
  • dać im bohatera, lub prawie boga
  • złożyć obietnice, najlepiej takie, których nie da się spełnić
  • obwiniać wroga o wszystkie problemy
  • wszelką opozycję i inaczej myślących podpiąć pod wroga
  • uczynić z najbiedniejszych i najmniej wyedukowanych naród wybrany, rasę Panów, lepszy sort itp.
  • zrobić z siebie męczennika dla dobra narodu (najlepiej, gdy osoba w roli wodza nie ma rodziny, można ludziom wmawiać, że wódz poświęca się sprawie)
  • podpiąć się pod wszystkie narodowe wartości
  • przypisać wrogie wartości opozycji
  • przypisać opozycji kolaborację z wrogiem
  • przypisać sobie patriotyzm, rewolucję, walkę dla sprawy
  • mówić, że dąży się do wzoru bohatera
  • za niespełnione obietnice obwiniać wroga i jego pomocników
  • być konsekwentnym (czas działa cuda)
  • wszelkie działania uzasadniać dobrem sprawy
  • pokazać, że walczy się z wrogiem
  • co jakiś czas poświęcić kogoś (wykorzystać ofiarę z wroga do eliminacji opozycji)
  • mówić, że jest się blisko realizacji celów i prosić naród o kolejne ustępstwa dla dobra sprawy, od najmniejszych do coraz większych
  • uzasadnić łamanie prawa wyższą koniecznością.

Gdy orientujesz się, że już jest dyktatura, z reguły jest za późno. Zaczynasz się buntować i przychodzą po ciebie.



 ------------------------------------------------------------------------------------------------------

* w nowym znaczeniu tego słowa, oczywiście.

** żeby nie było, że Zgred nie umie się posługiwać współczesną polszczyzną!

Tagi: dyktatura
16:05, tobiasz2013
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 czerwca 2018

Zgred uważa, że Prezydent powinien być emanacją Narodu. Ten nasz niby na oko jest,

 

ale ostatnio nie bardzo wiadomo o co mu z tą konstytucją chodzi, poza tym bardzo jakoś pokrzykuje, gdy przemawia. No i żonę ma jakąś taką trefną, nie do końca naszą.

Zgred proponuje zatem, żeby na Prezydenta wybrać posła Piętę. Wystarczy na niego spojrzeć

 

by od razu widzieć, że on nasz, krew z krwi, kość z kości najlepszych synów Narodu. Że z krainy, gdzie dzięcielina, pała, no i ten świerzop.

Kraj nasz przywiślański w 97% katolicki, a on, jak wiadomo, dobry katolik. Coś tam ostatnio troszkę nabroił, ale przecie chłop, każdemu się zdarza. Chyba lepszy taki, co se czasem obcą babę na chwilę przygrucha, niż taki, co permanentnie w grzechu żyje? A gdyby na ten przykład jakiego, tfu, geja wybrali? Co to  z chłopem? Wstyd byłby na cały Wschód.

 

Kwaśniewski święty nie był, lubiał wypić, ale swój chłop, to i Naród chętnie na niego zagłosował, i to nie raz.

 

Ostatnio co prawda jakby poważny się zrobił, przeszedł chyba na złą stronę mocy, ale już mu się Biniu do d… dobierze.

A Staszek Pięta poglądy ma zdecydowane, jasne,



i tak łatwo ich nie zmieni. Gwarancja jest. I krótką piłką gra, tak, jak lubimy. Nie to, co te nieloty Nawałki. Już on kogo trzeba pogoni:

 

Tak że na emanację Narodu nadaje się jak mało kto!



wtorek, 12 czerwca 2018

Zgred nieraz się w tym blogu natrząsał z tych, którzy wierzą w zatrzymanie fali uchodźców i ekonomicznych emigrantów na progu dostatniej Europy, do znudzenia powtarzając, że wędrówki ludów jeszcze nikomu w historii nie udało się powstrzymać. Nie dalej jak w lutym cytował na tę okoliczność mądralę Stommę.

 

Teraz zaś wyczytał u swojego idola Stasiuka piękne, bo literackie, ujęcie rzeczonej problematyki, po raz kolejny spieszy więc podzielić się swoim ulubionym pisarzem z p.t. Czytelnikami. Nie od dziś wiadomo, że prawdziwi artyści widzą wyraźniej to, czego my, zwykli zjadacze chleba nie dostrzegamy, choć na to patrzymy. I jak trzeba gęgają jak owe gęsi kapitolińskie.

Cytaty pochodzą z najnowszej książki Stasiuka (Kroniki beskidzkie i światowe), którą Zgred otrzymał, jak zawsze, od M-lle. M-lle dba bowiem o to, żeby już całkiem nie przestał czytać:

No i przyszli. Powinniśmy * się tego spodziewać na tym naszym półwyspie, nie wiedząc czemu branym za kontynent. [...] To żadna emigracja, to kolejna wielka wędrówka ludów.

Sami ją sprowokowaliśmy, chwaląc się naszym bogactwem, naszym bezpieczeństwem, naszymi prawami człowieka. Rozesłaliśmy te obrazy po świecie jak legendy o Kolchidzie, Eldorado, supermarketowym Shangri-La.

 

Za pomocą telewizji, którą wynaleźliśmy, za pomocą netu i Hollywoodu. To się nie miało prawa udać. Nie w dzisiejszych czasach. Skoro ludy potrafiły się przemieszczać tysiąc lat temu, to tym bardziej dzisiaj. Gdy mają opisane szlaki, wyznaczone drogi, gdy wiedzie ich GPS oraz gwiazda przewodnia dobrobytu. Przez lądy i wody idzie do nas wyklęty lud ziemi. Bo niby dokąd ma pójść?

 

Oczywiście można powiedzieć, że nie wszyscy są skrajnie biedni, nie wszyscy umierają z głodu. Ale przecież wymyśliliśmy fetysz nieustannego wzrostu, uczyniliśmy cnotę z nieograniczonego bogacenia się, a poprawa własnego losu jest dzisiaj jedyną panującą religią. Zawsze była. Ale teraz odbywa się to w skali globalnej. Jedziemy ze wsi do miasta, do innego kraju. Lecz oni, lud wyklęty, muszą zmienić część świata, kontynent i cywilizację.

[…] Porzucą swoją wieś z meczetem, który niemal nie różni się od reszty lepianek. Porzucą błękitne jezioro ze słoną, martwą wodą. Jeśli nie oni, to ich dzieci, ich wnukowie. Nie mają innego wyjścia. Tak jak miliony innych. Przyjdą, żeby sprawdzić, ile były warte nasze opowieści o bogactwie i wolności. Otworzyliśmy im drogę, tworząc ze świata jedną wspólną przestrzeń.

 

Oczywiście to miała być nasza przestrzeń. Dla naszych towarów, naszych nadziei i naszych podróży. Nasze prawa miały nad nią panować. Nie spodziewaliśmy się, że oni przyjdą. W każdym razie nie spodziewaliśmy się, że będzie ich aż tylu. Ale zwabiliśmy ich. Napięcie między naszą dostatnią częścią świata a upośledzoną resztą stało się po prostu nie do zniesienia. Żeby je osłabić, wysyłaliśmy co najwyżej wojsko, towary, na których nam zbywało, i demokratyczne bajędy, których sens był mniej więcej taki, że owszem, jesteście ludźmi, ale tak naprawdę staniecie się nimi dopiero wtedy, gdy będziecie jak my. Możecie tutaj tańczyć swoje tańce,

od święta przebierać się w kolorowe stroje, opowiadać swoje baśnie, poprawiać nam nasze liberalne samopoczucie, zarabiać na nasze emerytury, pokazywać sztuki i otwierać tanie restauracje ze swoim jedzeniem,

lecz ludźmi staniecie się dopiero wtedy, gdy będziecie jak my. 

Taka jest Stasiukowa diagnoza. A czy jest jakaś wizja przyszłości? Owszem:

Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by przywołać obraz exodusu we wszystkich portach naszego półwyspu. Stłoczeni, objuczeni, obładowani resztkami bogactw, z bezużytecznymi kartami kredytowymi, wpatrzeni w martwe ekrany telefonów będziemy na horyzoncie wyglądać statków, które nas zabiorą do jakiejś nowej ojczyzny, bo nasza będzie już zajęta.

-----------------------------------------------------------------------

* tu brakuje "byli", ale Panie Redaktorki trzymają rękę na pulsie i słyszą, że współcześni Polacy już nie potrzebują takich subtelnych językowych rozróżnień.

środa, 23 maja 2018

Jak powszechnie wiadomo, Zgred nawykowo wyłapuje w prasie wszelkie diagnozy sytuacji, w której znalazła się Serenissima, bo pomaga mu to samemu zrozumieć, gdzie i kiedy daliśmy ciała.

Dziś podsumowanie przez twardziela nad twardziele, lidera Obywateli RP, Pawła Kasprzaka. Rzeczony to cierń w boku rządzących, żeby nie powiedzieć ból w ich d… ; gość, który zęby zjadł na protestach, biernym oporze i wyśmiewaniu zadęcia władz.

 

Jak można się było spodziewać, wywiadowany Obywatel RP Kasprzak, stary jakobin, nie patyczkuje się, czyli wali prosto z mostu, żeby nie powiedzieć na odlew:

 

Demokracja nie jest wartością?

– W odbiorze społecznym to tylko opis techniki rządzenia, coś dla politycznych cwaniaków. Skutek jest taki, że PiS ma tych wstających z grobu „żołnierzy wyklętych”, legiony bohaterów i szarże husarii, żywioł, który budzi drżenie serc, a my pieprzymy coś o demokratycznych procedurach. Nie ma po naszej stronie wiarygodności.


Bo co?

– Bo daliśmy dupy. Np. mówiąc, że nie stać nas na to 500 plus. Przez lata powtarzaliśmy – mając rację – że liczy się spójność budżetu, a gadanie o aksjologii jest populizmem groźnym dla ustroju, Geremek nazywał to racją stanu. […] W zbożnym wysiłku tłukliśmy ludziom do głowy te wszystkie liberalne prawdy, nie tylko ekonomiczne, ale też kulturowe, jak szacunek dla mniejszości wyznaniowych, seksualnych itd. I teraz to zostało odrzucone jako krępujące naszą „wolność”. Zerwaliśmy te kajdany i z dumą możemy oświadczyć światu: „Jebać ciapatych!”. Jest w tym coś z rabacji ludowej. Razem z polityczną poprawnością poszedł się pieprzyć zdrowy rozsądek ekonomiczny. A patrząc na demolkę sądów, lud rechocze z uciechy.

Nareszcie można dorżnąć tych, którym wiedzie się lepiej?

– Tak, ale oceny to jedno, a próbować zrozumieć tych ludzi to drugie. [...] Czyli te mechanizmy, które wyhodowały patologię. I odwetowe zapędy. Bo oni nie tylko chcą dostać 500 plus, ale chcą, żeby to pochodziło z licytacji majątków tych sukinsynów, którzy rządzili. 


środa, 09 maja 2018

Po ulicach pomykają pierwsze aniołki, ani chybi więc mamy miesiąc maj.


A wraz z nim Wybory Małej Miss.


Oto zeszłoroczna zwyciężczyni:


Zgred wyczytał, że w tym roku Rodacy wydadzą na tę, w zasadzie już świecką, imprezę 4 mld złotych. Cztery MILIARDY.

Jest to okazja, kiedy stosownym prezentem (uwaga, ponoć w tym sezonie dronów się już nie nosi!) można pokazać rodzinie i sąsiadom, że mamy ten gest! 


I że nam się nieźle powodzi. A osobiste powodzenie Polak interpretuje jako znak, że obdarzony został łaską…

Oj, chyba się Zgredowi wyznania pozajączkowały.  To nie w kraju nad Wisłą, gdzie chrześcijaństwo, jak wiadomo, nigdy głębszych korzeni nie zapuściło. Tak, to jest w krajach nad różnymi innymi rzekami.

Że jest maj, widać także po dziwnie konserwatywnie odzianej młodzieży w wieku późnoszkolnym.


Wybory Dużej Miss odbyły się sto dni wcześniej,

A teraz trzeba wiedzieć, ile ważą dwie cegły, skoro cegła waży trzy kilo i pół cegły?


Zgred za cholerę nie wie, ile ważą te dwie zas…ne cegły, cieszy się więc niezmiernie, że ma to za sobą.

 

21:02, tobiasz2013
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 kwietnia 2018

Ostatnio strasznie w Polszcze dużo hałasu o Tchórzofretkę z damą, którą państwo polskie zakupiło, co by nikt jej stąd nie wywiózł.

 

 

Nie do końca wiadomo, czy ten ktoś by chciał, albo czy by mógł, ale teraz na pewno nie wywiezie. No i tanio tchórzofretkę dostaliśmy, bo na każdego z nas, drogi Czytelniku, przypada niecałe trzy eurasy. Taniocha!

My tu w Kraju Przywiślańskim nie mamy wątpliwości, że właśnie przy tchórzofretce Leonardo* wspiął się na szczyty swego talentu. Co prawda bezmyślny tłum nogami głosuje za innym portretem mistrza,

 

ale nie od dziś wiemy, że to wraża robota nieprzychylnej nam Europy.

Nasza Dama ma zresztą tam, w Luwrze, kumpelę, Damę z fochem (która wisi kilkanaście metrów od tak podziwianej przez tłuszczę smutaski), przy której nikt się nie zatrzymuje, o czym Zgred pisał już tu w maju 2013.

 

Co wyraźnie pokazuje, że przymioty artystyczne dzieła nijak nie mają się do jego popularności. Przypuszczalna modelka Damy z fochem (oficjalny tytuł La Belle Ferroniére) to zresztą przykład klasycznego sponsoringu, który w quattrocento wyglądał zupełnie tak samo, jak w dzisiejszych czasach. Niejaka Crivelli Lukrecja – o ile to ona – została tu sportretowana chyba świeżo po kłótni ze swoim sponsorem. Swoją drogą, Leonardo bardzo się tu postarał, by to wiernie oddać.

Dziw, że przy obecnych trendach my tu w Polszcze tak bardzo się postaraliśmy o portret tchórzofretki trzymanej przez Gallerani Cecylię, która nie dość, że też żyła w grzesznym związku (zresztą z tym samym gościem), to jeszcze w nim zaciążyła, co zasłania rzeczoną tchórzofretką.

Chyba, że sens jest głębszy, że chodzi tu o symboliczną ochronę życia poczętego, o prawa nienarodzonych?

Ciekawe, że ktoś już walczył o równe traktowanie naszej sponsorowanej z tamtą, w Luwrze, bo na portrecie tchórzofretki dopisał w lewym górnym rogu La Bele Feroniere, dając tym dowód na to, że z kursu języka francuskiego odpadł dość szybko.

Ostatnio pojawiła się na scenie dziejowej (tym razem rozgrywanej w maglu) kolejna niewiasta, Dama z pretensjami. Do kasy, zresztą tej, na którą się zrzuciliśmy.

W młodości klepała biedę, nie mogąc pozwolić sobie nawet na kiecę szytą na miarę,

 

ale przecie się z tej biedy już wykaraskała, co widać tu:

 

Dlaczego więc handryczy się z ojcem o tę kasę? Taka ładna pani, a taka pazerna!

---------------------------------------------------------------------------------------

*Antycypując pytania p.t. Czytelników z mniejszym kapitałem kulturowym, tzn. gdzie ów Leonardo grał i na jakiej pozycji, spieszymy wyjaśnić, że liga była włoska, naonczas najsilniejsza w świecie, i że grał  podówczas w drużynie oligarchy Sforzy, na pozycji pomocnika. Bardzo kreatywnego.

 

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Jakoś tak, kurde, dziwnie się dzieje, że intensywną politykę historyczną uprawiają tylko kraje o ustroju ewidentnie autorytarnym,

 

czy te, które raźnym krokiem w tę stronę zmierzają, rojąc przy okazji o dawnej wielkości:

 

 

Zgred wie, że trudno nam sobie to wyobrazić, ale w krajach o nudnej, ustalonej demokracji często nawet nie istnieje w języku pojęcie „polityka historyczna”. Kobyłę historii* dawno tam ujeżdżono, uważa się ją za mniej lub bardziej oswojoną, dawno ją weterynaryjnie przebadano, zmierzono i zważono. Tak więc na jej temat nie da się wiele nowego powiedzieć. Historię po prostu się ma, czasem bardziej, czasem mniej chlubną. Bo władza ma to do siebie, że to i owo lubi przemilczeć, czasem wręcz zataić, a zadaniem historyka jest wywlec – w imię prawdy – to, co zalatuje, na światło dzienne. Nikt tam jednak nie widzi potrzeby, by jakąś część historii pisać zupełnie na nowo i za pomocą tej podrasowanej wersji cokolwiek sobie czy światu udowodniać. Zgred ma podejrzenie graniczące z pewnością, że przy historii majstrują wyłącznie ci, którzy czują się niepewnie i chcą nią wyleczyć jakieś swoje kompleksy.

Zgred pisał już o postawie Norwegów, którym dziwnie nie przeszkadzają pomniki duńskich i szwedzkich władców, pisał też o naszych narodowych ciągotach do wykasowywania z historii kraju całych okresów (patrz wpis Rozpirzyć! z 4. grudnia 2017). Ostatnio w Kraju Przywiślańskim odbywa się intensywne dojenie kobyły,

 

tzn. ugniatanie historii jak plasteliny i modelowanie jej w nowy, piękny kształt, by zaspokoić potrzeby chwili. W najlepsze trwa malowanie w radosnych kolorach dość ponurego przecież Międzywojnia, a takoż kitowanie i szpachlowanie pęknięć i szpar w gładkim obrazie szlachetnego Polaka z czasów okupacji.

 

Przy czym postrzeganie historii wydaje się dziwnie płytkie, co o tyle osobliwe, że wśród polityków historycy są wyraźnie nadreprezentowani. Na przykład wymyślają oni sobie nawzajem od Targowicy, bez głębszej refleksji, jakie nasze narodowe cechy i jaka sytuacja ówczesna do niej doprowadziły. A wystarczyłoby trochę się zastanowić (ewentualnie doczytać), żeby człowieka ciarki przeszły i wytrzeźwiał.

Co gorsza, niektórzy mają ambicję utrwalenia swojej wizji historii; manipuluje się więc programem szkolnym, by wychować Nowego Polaka, dumnego z Ojczyzny i przekonanego o jej wyższości nad innymi, słabszymi ojczyznami. No bo albośmy to jacy-tacy?

Nowi Polacy zresztą już są:

 

A właściwie nowi-starzy.

Napisały ostatnio literacko dwie łebskie dziewczyny, Sylwia Hutnik i Grażyna Plebanek

 

coś, czym idealnie utrafiły w sedno omawianej kwestii:

Wyobrażamy sobie kraj, w którym historia jest czymś, co się wydarzyło. Nie można tego odwołać, ani zmienić. Gdzie błędy się omawia, a następnie wyciąga z nich wnioski. I nie trzeba rozwalać pomników ani zmieniać nazw ulic, bo pamięć narodu i tak ma swoje archiwum. Znajdują się w nim rzędy zakurzonych albumów ze zdjęciami, gdzie widać twarze, napisy, scenografie. I gdzie to, co działo się kiedyś, ma swój kontekst i konsekwencje. Jak przy pociągnięciu sznurkiem: zdarzenia następują po sobie, są ze sobą nierozerwalne, ponieważ łączy je logika. Nie można wyciąć fragmentów sznurka i związać go w byle jaki supeł, bo wylezie fastryga. Nikt się nabierze na to, że przeszłość była wysokim szatynem, skoro na zdjęciach widać wyraźnie, że to niski blondyn.

A na koniec rzecze dandys Dehnel

w felietonie sygnalizującym narastającą w Kraju Przywiślańskim tendencję do używania quasi-staropolszczyzny:

… idzie ta Pseudorzeczpospolita Jedynego Narodu w kontuszu z kreszu, z kijem bejsbolowym majtającym się u boku jak parodia karabeli, idzie ten upiór z lat najgorszego upadku, zadowolony z siebie, upojony złotą wolnością, napompowany dumą, dumą, narodową dumą – dopóki historia nie pokaże mu miejsca w oślej ławce i nie każe spłacać długów dzieciom, wnukom i prawnukom.

----------------------------------------------------------------

* to taka aluzja literacka, jak jej Czytelniku nie znasz, to se sprawdź.

czwartek, 29 marca 2018

Rozstał się z tym najlepszym ze światów Stephen Hawking. Gość miał, jak to zręcznie ujmuje okoliczna ludność, „łeb jak sklep”. W pokręconym ciele procesor, który mu pozwalał ogarniać nieogarnialne. Jak się wydaje, początkowo podziwiał człowieka i jego intelektualne możliwości:

 

Potem jednak zaczął ludzkość ostrzegać i delikatnie  nawoływać do wzięcia  się w garść.

 

Co Zgreda trochę śmieszyło, bo towarzystwo, które nie było dotąd w stanie dogadać się nawet w kwestii poruszania się po tej samej stronie dróg czy stosowania jednakowych gniazdek i wtyczek,

 

nigdy nie rokowało nadziei na to, że zachowa się racjonalnie w jakiejkolwiek innej sprawie, nawet życia i śmierci.

Zwłaszcza, że w większości obdarzone zostało tzw. „łaską wiary”, w wyniku czego poważnie potraktowało nawoływania typu

«Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi»

Czego skutki widzimy gołym okiem.

Skądinąd zdumiewające jest to, że ów cytat z jednej ze Świętych Ksiąg ludzkości żyje i ma się dobrze, a całkiem niedawno posłużył pewnemu cymbałowi do uzasadnienia dorzynania i tak ledwo zipiącego, dotychczas umiarkowanie molestowanego fragmentu Natury w Kraju Przywiślańskim.

Wracając do Hawkinga: przeprowadziwszy kalkulacje, których natury możemy się tylko domyślać, niedługo przed śmiercią zawyrokował, że dla Matki-Ziemi nie ma ratunku. I chociaż, jak wiadomo, „Matka, jest tylko jedna!”

 

Zaproponował matki zastępcze, rozpoczynając od Księżyca i Marsa. Zasugerował też, że o ile ludzkość ma przetrwać, musi zacząć wyp…..lać ze śmietnika, który stworzyła, uczyniwszy Ziemię sobie poddaną, najpóźniej za 30 lat.

Very funny.

 

23:35, tobiasz2013
Link Komentarze (1) »
niedziela, 04 marca 2018

Zgred ma podejrzenie, że nasz niechętny i pogardliwy stosunek do Rosji powoduje brak głębszego zainteresowania tym arcyciekawym sąsiadem. Zapewne więc mało kto wie o tamtejszym ruchu tzw. okcydentalistów, swojsko nazywanych „zapadnikami” (за́падники) w pierwszej połowie XIX wieku. A szkoda, bo historia jest pouczająca.

Bo historia zawsze jest pouczająca.

Nieszczęśni owi „zapadnicy” żywili przekonanie o konieczności zreformowania takiej oto Rosji 

 

w duchu zachodnioeuropejskim.

Krytykowali oni carskie samodzierżawie i w swojej naiwności domagali się zastąpienia go systemem rządów znanym z krajów zachodnich. W owych czasach (!) odchodzili od prymatu wiary, sprzeciwiali się krępowaniu swobód obywatelskich, nadmiernemu ingerowaniu państwa w życie publiczne oraz w życie jednostki.

 

Rywalizowali z nimi słowianofile, którzy owszem, dostrzegali konieczność rozwiązania szeregu problemów społecznych Rosji, ale inspiracji dla dokonania niezbędnych reform poszukiwali w jej historii, utrzymując, że każde państwo rozwija się we właściwy sobie sposób i broń Boże nie może wzorować się na innych. Opowiadali się za usunięciem z Rosji elementów kultury zachodniej, wprowadzonych do kraju przez obłąkanego Piotra Wielkiego, twierdząc, że ich pojawienie się zakłóciło harmonijny rozwój społeczeństwa. Za szczególną zarazę uważali zachodni racjonalizm i legalizm.

Brzmi Państwu znajomo?

Jak wiadomo, na szczęście słowianofile odnieśli w Rosji w końcu zwycięstwo,

 

 

chociaż nie bez kilkudziesięcioletniego okresu błędów i wypaczeń.

 

 

Nawiasem mówiąc, jedną z ciekawszych postaci owej XIX-wiecznej debaty był arystokrata z pochodzenia, Michaił Aleksandrowicz Bakunin.

Był on wielkim przyjacielem ciemiężonej wówczas (a niektórzy twierdzą, że zupełnie do niedawna) Polski, a osobistym m.in. Julka Słowackiego. W roku 1863 był jednym z inspiratorów zorganizowania z Zachodu wyprawy, która miała m.in. na celu pomoc polskiemu powstaniu styczniowemu.

Miał też różne ciekawe przemyślenia, ale to zbyt szeroki temat.

 

poniedziałek, 26 lutego 2018

Zgred nie raz już na tych łamach podkpiwał sobie z tych, którzy mają złudzenia co do możliwości powstrzymania marszu biednego Południa ku bogatej Północy. Nie trzeba bowiem studiować historii by wiedzieć, że wędrówki ludów nikt nigdy i nigdzie jeszcze skutecznie nie zatrzymał. Jest mozolna i nieubłagana, a przybysze stopniowo zasiedlają nowe dla nich tereny i zmieniają tamtejsze stosunki ludnościowe i zastaną kulturę.


Zgred nie przepada za Ludwikiem Stommą, bo działa mu na nerwy jego samozadowolenie; przyznać jednak musi, że potrafi on czasem coś wyjątkowo zgrabnie ująć i ładnie opowiedzieć. Ostatnio LS zajął się wspomnianą wędrówką ludów, tłumacząc ją wojną i biedą, która jest

[…] zupełnie niewyobrażalna dla bezrobotnego nawet i bezdomnego ze Starego Kontynentu.  Nieuleczalne wobec braku lekarstw choroby. Wszechobecny głód i nadzieja długości życia w granicach 30 lat.

[…] Tymczasem ludzie chcą żyć. Nawet byle jak, patrząc z naszego, cywilizowanego punktu widzenia. W minimalnym bezpieczeństwie, bez skręcającego bólu w pustym żołądku, z żywo narodzonymi dziećmi. Nie jest tajemnicą, jak potężny jest w przede wszystkim młodym człowieku instynkt życia. To, czego dokonują walczący o życie, nie przyszłoby nawet do głowy instruktorom w „szkołach przetrwania” – popularnej rozrywce szukających mocnych wrażeń sytych Europejczyków. Dlatego też przepaści między Północą a Południem utrzymać się nie da.


[…] Od ziem przeklętych dzieli nas tylko Morze Śródziemne – płytka kałuża nawet w skali naszej niewielkiej planety. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu południowe Włochy, Sycylia, Grecja, Hiszpania nie miały żadnego kłopotu z przybyszami z Południa. Potem były to indywidualne przypadki, nieco później pojedyncze grupy. Dzisiaj jeszcze większość śmiałków idzie na żer smakowitym tutejszym rybom. Ale docierają już do przeciwległych brzegów tysiące. Eskalacji tego procesu nikt nie zatrzyma, jak i posuwania się przybyszów na Północ. Taka jest logika dziejów i logika życia.


[…] Czyli wybór jest prosty. Albo podać rękę, albo wbić nóż – alternatywa, która, jak nawołuje papież Franciszek, chrześcijaninowi nie powinna  w ogóle przyjść do głowy. Jest jeszcze druga: albo my ich przyjmiemy, albo on sami wejdą, bo nie mają innego wyjścia.


Możemy się jednak pocieszać, że z tego powodu przyszłym, odległym od nas pokoleniom nie grozi los np. Etrusków, choćby z tej prostej przyczyny, że – jak powiada Naomi Klein – „z tej planety nie da się już więcej wycisnąć”. Więc tych pokoleń po prostu nie będzie.  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
Tagi