Blog > Komentarze do wpisu

O papieskich butach, klasowości i ciężkiej orce

Osoba bliska Zgredowi stwierdziła, że najwyższy czas na nowy wpis w blogu, a że Zgred jest karny, zaraz się do tego zabrał. Z wydarzeń, które ostatnio go zainteresowały:

I

Pewien Błyskotliwy Podróżnik w Hawajskiej Koszuli wyraził się następująco o papieżu Franciszku:

- Jak widzę go w niechlujnych butach, w szatach liturgicznych, kiedy sprawuje liturgię, jest namiestnikiem Jezusa Chrystusa na Ziemi, Króla Królów, to oczekiwałbym, żeby nie miał tych okropnych buciorów!

Bardzo to ciekawe. Nie sądzę, żeby Podróżnik sugerował Papieżowi pozbycie się butów w ogóle, na podobieństwo swoje:

 

Tu chodzi o pewne rozdarcie między występującą często u rasowych inteligentów potrzebą kwestionowania autorytetów, a pewną atawistyczną potrzebą potwierdzania swojej wiary (a Podróżnik z wyzywającą dumą mówi o sobie „katol”) poprzez doświadczanie swojej własnej małości wobec przejawów jej przewagi i potęgi. Nie różni się w tym od chłopa pańszczyźnianego, któremu potrzebna była łacina, złoty przepych wiejskiego kościoła i haftowany ornat księdza do tego, by rozdziawił gębusię i zadumał się nad własną nicością wobec Wiary… Może Podróżnik ma to w genach? Jak tłumaczy:

…chciałbym, aby Jezus był uszanowany gestem, słowem, czynem, butami, strojem i tutaj Benedykt był jeszcze lepszy od Jana Pawła II.

 

Co on ma z tymi butami?

Swoją drogą, czyż dająca się zauważyć w pewnych inteligenckich kręgach tęsknota do tradycji przedsoborowych, np. uczestniczenie w mszach trydenckich nie wydaje się mieć podobnego podłoża?

II

Zgred wyczytał, że w Polsce awans społeczny polegający na tym, że dzieci rodziców mających wykształcenie podstawowe same osiągają co najmniej średnie, jest udziałem 7% młodych ludzi i pod tym względem jesteśmy na ostatnim miejscu w Europie.

Jeszcze niedawno zachłystywaliśmy się rosnącym tzw. współczynnikiem skolaryzacji w szkolnictwie wyższym, który w ostatnich 20 latach wzrósł czterokrotnie. I nie przejmowaliśmy się tym, że ilość nigdy nie przechodzi w jakość, i że ten wzrost osiągnięty został lawinowym przyrostem liczby komercyjnych Wyższych Szkół Czegoś i Czegoś o bardzo zróżnicowanym poziomie.

 

Co znaczy owe 7%? Ano, że bieda nad Wisłą stała się mniej lub bardziej dziedziczna. Bo choć liczba zdolnych dzieci rodzących się np. w popegeerowskich czworakach wcale nie jest niższa niż gdzie indziej, w zasadzie nie mają one szans na rozwinięcie swoich zdolności.

Ten sam współczynnik dla najbardziej, jak się wydaje, klasowo zafiksowanego społeczeństwa w Europie, czyli brytyjskiego wynosi 30%.

Pomyślcie sobie o tym przez chwilę, p.t. Czytelniczki i Czytelnicy. No cóż, postawiliśmy 20 lat temu na określony model rozwoju, to go mamy.

III

Zamieszanie wokół telewizyjnego show, w którym starannie wyselekcjonowaną grupę młodych ludzi wozi się z imprezy na imprezę, skrzętnie filmuje zarówno tam, jak i w wynajętym domu, dobrze nagłośnionym, żeby widz niczego nie uronił z ich odkrywczych dialogów, ani innych odgłosów, stale rośnie*. Przeróżni mądrale próbują wytłumaczyć popularność programu,

 

"zdrowe, wesołe zwierzęta" (ABR)

a ceniona przez Zgreda ABR, już przez niego w tej kwestii cytowana (wpis z 3.11), powiada:

zazdrośćmy im, że żyją sobie tak miło z dnia na dzień, nieobarczeni obowiązkami, planami i rodziną. Podziwiajmy ich – tak jak Nietzsche, któremu też tęskno było do animalnej prostoty, zachwycał się krową na łące, pogrążoną w błogim samozapomnieniu.

Zgred im NIE zazdrości, bo sam co prawda chętnie pogrążyłby się na łące w błogim samozapomnieniu (tak jak osobnik na pierwszej ilustracji w tym wpisie), ale już na taką ciężką orkę, zarówno w godzinach pracy – tzn. w dyskotekach – jak i po godzinach, i to wszystko na kacu, nikt by go nie namówił…

_____________________________________________________

* takie niemieckie zdanie mi wyszło, nie wiem skąd

sobota, 14 grudnia 2013, tobiasz2013

Polecane wpisy